poniedziałek, 12 stycznia 2015

Rozdział 4

Patrol grupy Kida godzina 2:39 

- Kid! Możemy się przespać ? Nic się przecież nie dzieje - mamrotała Liz.
- Nie, nie możemy nie wiadomo kiedy nastąpił atak, musimy być czujni cały czas- odparł z powaga
 - Jak zawsze nuuuuda - wtrąciła młodsza z sióstr.
 - Ech. Skoro tak to pójdę po coś do jedzenia dobrze ?
- Tak jasne, w końcu jesteśmy nie daleko.
 - Będę za 20 minut max! - krzyknęła i popędziła w stronę domu.
Minęła już godzina a Liz nadal nie wracała. Przyjaciele zaczęli się martwić. W końcu droga nie była aż tak długa.
 - Kid. Chodźmy po Liz. Martwię się - powiedziała Patty.
- Idziemy - rzekł i popędził w stronę domu, nawołując przyjaciółkę. To co zobaczyli. Było okropne liz leżała w kałuży  swojej krwi. Była cała pocięta a jej brzuch był przebity przez dwa ostrza. Dławiła się własną krwią. Była przytomna ale umierała.
 - Jezu! Liz! - krzyknęła Patty i podbiegła do siostry. Liz spojrzała się na nią, nie mogła wykonać żadnego ruchu, zaczęła się krztusić własna krwią i łzami. Kid nie myśląc wiele szybko, wyciągnął ostrza z jej brzucha, zawyła.
- Przepraszam Liz. Zabieramy cie do szpitala nie umieraj! - nawoływał do coraz mniej przytomnej przyjaciółki, wziął ją na ręce i razem z Patty pobiegli w stronę szpitala. Uratować tak bardzo drogą osobę w ich życiu.
Wpadli do szpitala, gdy lekarze ich zauważyli od razu zabrali dziewczynę na sale operacyjną. Kid zadzwonił do Soula, nie odbierał. Zadzwonił do Stara. Po chwili usłyszał głos przyjaciela.
 - Co tam stary?
 - Black. Szybko przyjedzie do szpitala. Liz ona umiera. - rozłączył się i zaczął płakać. Nie mógł sobie wyobrazić co zrobi jeżeli ona zginie. Chwile po telefonie wpadł Star z Tsubaki, na ich twarzach można było zauważyć ostatki snu. Martwili się. Liz była ich przyjaciółka. Umierała.
 - Cholera jasna to moja wina- załkał chłopak. - nie powinna iść sama. Nie mogła nic zrobić. Kurwa.
 - Hej stary nie martw się będzie dobrze, wyjdzie z tego.
Kid nie odpowiedział. Czekali kilka godzin. Nareszcie wyszedł lekarz.
-Państwo do pani Elizabeth Tomphson?
- Tak - odpowiedziała Tsubaki - czy wszystko z nią w porządku ?
- Pani Elizabeth, ma obszerne rany, ale jej stan nie zagraża życiu. Operacja się udała, krwotoki zostały zatamowane. Teraz zależy wszystko od niej czy się obudzi czy nie . Dajemy jej 48 godzin. Proszę wybaczyć, muszę zając się innymi pacjentami. Odszedł młodsza Tomphson wpadła w histerie, nie mogła się uspokoić. Strata siostry to dla niej strata połowy serca.
 - Liz ty musisz żyć- łkała. Tsubaki pełna wyrozumienia przytuliła dziewczynę i uspokajała. Mimo ze sama była przerażona, musiała być dla niej oparciem. Kid nic nie powiedział, siedział na krześle z głowa zawieszona miedzy nogami. To ze żył wskazywał jego oddech który był płytki, płakał. Black Star nie chciał nic mówić. Wiedział że przyjaciel nie chce o tym rozmawiać. Czekali jeszcze kilka godzin po czym rozeszli się do domów żeby się przespać i powiadomić resztę o tym co się wydarzyło tej nocy.

+++

Poranek. Maka wstała w dobrym humorze. Postanowiła nie wspominać incydentu z wczorajszego wieczora. Uszykowała się na trening i zaczęła przygotowywać śniadanie, miała ochotę na naleśniki, a Soul je uwielbiał. Oczywiście nie miało to znaczenia dla młodej Albarn. Zaparzyła kawę i czekała aż za drzwi swojego pokoju wyjdzie Soul. Po chwili pojawił się chłopak z uśmiechem na ustach
 - Naleśniki! - krzyknął jak dziecko i zaczął jeść. - dziękuje za wspaniałe śniadanie- powiedział po czym bez zbędnych słów skierowali się do wyjścia. Pogoda nie była dziś taka zła, lekki wiatr i zachmurzenie nic co mogło by im przeszkodzić w tak oczekiwanym przez Make treningu. Udali się na polane i zaczęli. Pierwsza próba. O dziwo nie udało się. Soul poparzył Make, był dla niej zbyt ciężki, nie czuła tego. Po kilkunastu następnych razach młoda Albarn sie zdenerwowała
- Cholera Soul! Skoncentruj się! Jeżeli mamy się na coś przydać musimy się nauczyć podstaw synchronizacji kiedyś nie było z tym problemów.
- Trzeba było nie wyjeżdżać na tyle. Nie moja wina.
- Słucham ? Trzeba było ćwiczyć!
 - Ja powinienem ćwiczyć? Jestem kosa śmierci, najlepsza kosa śmierci co Ty sobie wyobrażasz ?!
- A to ze gdyby nie ja to byś ta kosa nie został do cholery! Wykrzyczała i pobiegła w tylko sobie znana stronę.
 - Cholera. Maka! Wracaj tu! - krzyczał chłopak ale jej już nie było. Zbyt dużo powiedział.

+++

-Głupi Soul!- krzyknęłam wściekła.
Jak on mógł coś takiego powiedzieć? Ja się nie staram?! Tyle czasu się przygotowałam ,  ćwiczyłam a on co? Siedział u Kida i miał wszystko gdzieś. Ja musiałam uciekać, nie wiedziałam czy przeżyje do cholery jasnej. Nienawidzę cie Soul!!!
- Skoro tak go nienawidzisz to go zabij.
- Kto to powiedział ? Zaczęłam się obracać ale nikogo nie było dookoła. Co się do cholery dzieje.
- To ja, Maka. Nie poznajesz? Pomagałam ci ukarać twojego ojca..
- O Boże.. Nie nie nie. Ja nie straciłam kontroli, odejdź do cholery.- Łzy zbierały mi się w oczach kiedy zaczęła się pojawiać niczym czarny dym oplotła moje ciało, jej szczupłe, wykrzywione nienaturalnie ręce zaczęły mnie obejmować a ostre paznokcie wbijały mi się w skórę. - błagam nie - bałam się. Tak bardzo. - czerwone oczy patrzyły na mnie z chora satysfakcja, czarne niczym smoła włosy oplotły mnie. - to koniec maka, jesteś już moja, sprawie ze zabijemy tych których nie chcesz widzieć. - nie, nie, nie! Nie możesz tego zrobić, błagam nie. - zacznę od tego białowłosego, wyczuwam go, szuka nas. Uroczy chłopak, chodź maka przywitajmy się. - nie!! SOUL !! - straciłam kontrole nad swoim ciałem widziałam ze idę w jego kierunku coś mówił. Czułam wszystko ona chciała go zabić. - soul.. Uciekaj. Szybko. - wyszeptałam i straciłam kontrole.

+++

Co się dzieje. Słyszałem jej głos a potem zmieniła się, - Maka, co jest?
 - Nic Soul- powiedziała nie ludzkim głosem - po prostu cie zabije. Nie zrozumiałem co do mnie powiedziała a już leżałem na ziemi przygwożdżony przez jej ostrze.
- Uciekaj Soul. - tyle usłyszałem, - Maka wiem ze mnie słyszysz! Obudź się do cholery!
- Maki tu nie ma. szaleństwo ją opętało i pojawiłam się ja. Takie są skutki, nie dotrzymywania umów. Mój drogi.
 - Cholera jasna! - zrzuciłem ją z siebie
- Oddawaj Make!
 - Nie.
- Ty suko!
 - Uderz mnie Soul.
Zamachnąłem się ale nie mogłem to nadal była twarz maki. Byłem bezsilny. Nie mogę jej skrzywdzić. Poczułem jak wbija mi ostrze w ramie doskoczyłem, nie mogłem walczyć nie z nią. Czekałem na ostateczny cios. - zginę benzenowe maka ale nie potrafię cie skrzywdzić- zamknąłem oczy i czekałem. Usłyszałem jej krzyk, otworzyłem oczy, za nią stał Spirit razem ze Steinem. sparaliżowali ją.
- Co wy tu..
 - Soul ty idioto! Prawie dałeś się zabić ! Wiesz co maka by przeżyła ?! Cholera chłopie myśl trochę! Nie musisz jej zabijać w takich sytuacjach tylko obezwładnić. Ech zaniosę ja do domu. - powiedział ojciec Maki
 - Nie ja to zrobię. Spokojnie zaopiekuje się nią
 - Ufam ci Soul - powiedział po czym razem ze Steinem udali się na dalszy patrol
. Nie widziałam co to było. Ale jedno jest pewne nie pozwolę jej milczeć i trzymać tajemnic które mogą ją zabić. Wszedłem do domu,otworzyłem drzwi do jej pokoju, położyłem na łóżku i przykryłem kocem, pogłaskałem po policzku - ech co ja z tobą mam - zamknąłem za sobą drzwi. Udałem się do salonu. Odpaliłem papierosa i sprawdziłem telefon. Nieodebrane od black stara, ciekawe co chciał, ech nie mam ochoty na rozmowy, chyba sam się prześpię. Pomyślałem i po wypaleniu, zasnąłem jak dziecko na kanapie.

 +++

Głowa pulsowała mi niemiłosiernie. Nie widziałam co się dzieje. Nagle wszystkie wspomnienia do mnie wróciły. Straciłam kontrole, pojawiła się Kiyo. Nie mogłam zatrzymać jej przed.. - Soul! - krzyknęłam i wybiegłam z pokoju, zobaczyłam jak zrywał się z kanapy - co siw stało zapytał ? - Soul.. - wyszeptałam i zaczęłam płakać - przepraszam tak bardzo cie przepraszam - łkałam. - Ja nie byłam w stanie nic zrobić, zaczęłam się trząść.- podszedł do mnie
 - uspokój się- powiedział po czym mnie przytulił - nic mi nie jest - mówił dalej - ale musisz mi powiedzieć skąd to się wzięło - przestał się odzywać. Przytuliłam się do niego, nie chciałam puszczać, bałam się ze jeżeli to zrobię to on zniknie. Ale nie znikał, był tu, żył.

- No więc powiesz mi, co się wczoraj stało ? - zapytał
- Soul.. Ja nie wiem jak mam ci to wytłumaczyć, nic praktycznie nie pamiętam.. Byłam wtedy.. - rozległo się pukanie do drzwi - otworze.

+++

Do pomieszczenia wpadł zasapany Black Star.
- Co się z wami do cholery dzieje!! Dodzwonić się nie idzie!
- Spokojnie Star, mieliśmy kilka problemów - uspokajał go Soul.
- Ale telefony się odbiera do cholery!
 - Jezu czemu tak krzyczysz ? - spytał poirytowany białowłosy.
 - słuchajcie mnie, Liz jest w szpitalu, zaatakowało ją coś podczas patrolu, oddaliła się od nich na chwile, po coś do jedzenia i nie wróciła. Jest nieprzytomna i zostało jej kilkanaście godzin do obudzenia się inaczej prawdopodobnie już z nią nie porozmawiamy..- powiedział z łamiącym się głosem Star.
 - Boże, idziemy do szpitala już! - powiedziała jasnowłosa.
Po 15 minutach byli w szpitalu, weszli do sali, przy łóżku siedział Kid a Patty spała koło siostry, tuląc się do niej. Widać było wyczerpanie przyjaciół.
- Zostańcie tu - szepnęła Maka i weszła do środka - Kid.
 - Tak?
- Idź do domu, zjedz coś, prześpij się, zadzwonię do ciebie jeżeli cokolwiek będzie się działo. Nie chce słyszeć sprzeciwu, zabierz ze sobą Soula i Stara a ja zostanę z nimi, rozumiemy się?
 - Ale Maka..
- Żadnego ale, wypad. - powiedziała, chłopak z niechęcią wyszedł. Młoda Albarn usiadła i spojrzała na przyjaciółki.
- Liz musisz się obudzić. Patty sobie bez ciebie nie poradzi wiesz o tym, Kid tez nie. Obiecałaś mi zakupy, mam ci tyle do powiedzenia, nie możesz nas teraz zostawić, wróciłam. Do cholery, jestem tutaj a Ty chcesz umrzeć? - warknęła - nachyliła się nad przyjaciółka i powiedziała - nie poddawaj się, po czym opadła swobodnie na krzesło.
Godziny mijały, a Liz nadal spała, tak samo jak Patty. Maka czekała cierpliwie.
Po kolejnych godzinach starsza Thompson zaczęła się budzić, Maka zerwała się z krzesła, a tym samym czasie do szpitala przyszli chłopcy, weszli do sali i aż ich zatkało. Widzieli uśmiechniętą Liz, która rozmawiała z Maką, była pełna życia, jakby te chwile, które były dla nich najgorszymi nie istniały.
 - Co jest chłopaki ? Nie jestem jakąś słabą babą, która nie potrafi przeżyć czegoś takiego - powiedziała swoim standardowym tonem Liz. Patty zaczęła się podnosić, gdy zobaczyła uśmiech siostry od razu zaczęła ją przytulać i płakać. Inni rozczulili się na ten widok. Maka podeszła do Soula. A Kid korzystając z okazji podszedł do Liz, przytulił ją nie mówiąc nic, był szczęśliwy ze jego przyjaciółka żyje  żyje.
- Soul chodź, zostawmy ich - szepnęła Maka i pociągnęła za sobą kosę razem z Black Starem.
- Dobra ludzie spadam do domu, muszę powiedzieć Tsubaki o szczęśliwej nowinie- krzyknął i chwile później już go nie było
- Wracamy ? - zapytał Soul - tak na dziś mam już wystarczająco dużo niespodzianek- powiedziała jasnowłosa
Udali się do domu. Nie zdając sobie sprawy z tego, że byli obserwowani.
Dotarli do mieszkania - zajmuje łazienkę wykrzyczała Maka i od razu popędziła do drzwi.  Po umyciu ciała i włosów postanowiła się ubrać, ale miała problem zapomniała piżamy, dziewczyna nie myśląc wiele ubrała majtki i koszulkę Soula, po czym wyszła z łazienki, wpadając na przyjaciela, który widząc ją w takim stroju zalał się krwią.
- Zboczeniec! - Krzyknęła cała zarumieniona, uderzyła go w twarz i uciekła do swojego pokoju.
 - CIOS MASZ TAKI SAM! - krzyknął Soul i zaśmiał się, co on z nią ma. Poszedł wsiąść prysznic i udał się do siebie, zasnął po chwili. Oczekiwali na spokojna noc, jednak w Death City nie jest teraz spokojnie prawda ?

+++
Obszar nieznany 

Stary loch, w którym było więzione wiele osób, prosili o wypuszczanie, płakali, krzyczeli tu nikt ich nie mógł usłyszeć. Do jednej z cel wszedł mężczyzna, pojmał młodą kobietę i udał się na górę
 - Wypuść mnie - łkała żałośnie - błagam, nie chce umierać
 - Zamknij się - warknął i szedł dalej. Dziewczyna nic nie odpowiedziała patrzyła na swoje zniszczone oblicze, niegdyś piękna i uśmiechnięta dziś pobita i zrozpaczona jej błękitna sukienka, przybrała odcień krwi i brudu jaki panował w lochu,była podarta. Nie jadła, nie piła nie miała siły na nic mimo to nie chciała umierać. Dotarli do jakiegoś pokoju, mężczyzna wepchnął kobietę do środka i szybko zatrzasnął drzwi.
 - Nie! Nie zostawiaj mnie błagam! Nie nie nie... - waliła w drzwi jednak one ani drgnęły, odwróciła się jedyne co zobaczyła to przepełnione chęcią mordu czerwone oczy, wydała z siebie głuchy krzyk, poczuła łamanie kości po czym opadła bezwładnie. Kolejna dusza zabita w gniewie. Kolejna niewinna.

5 komentarzy:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. To opowiadanie jest coraz lepsze! Trzyma w napięciu do ostatniej chwili, a jednocześnie powoduje uśmiech na twarzy czytelnika! Nie mogę doczekać się dalszych akcji Maki i Soula. :3

    OdpowiedzUsuń
  3. Gdzie jest reszta?! Co sie dzieje :O Kooooooooooooooooooooooooooooooooooocham!

    OdpowiedzUsuń
  4. rozdziały dodaję wtedy kiedy mam czas, więc mogą pojawiać się w różnych terminach.
    Dziękuje za komentowanie!

    OdpowiedzUsuń