niedziela, 8 listopada 2015

ROZDZIAŁ 13



Nie wiem czy ktokolwiek to jeszcze czyta, jeżeli tak to wielkie przepraszam. Zostawiłam bloga nie mając siły do pisania. Nie będę tu mówić, że nie ma komentarzy, że nikt tego nie czyta. Nie zmuszę nikogo do tego, lecz zachęcam bo to daje siłę. Opuściłam się wpisaniu, również z tego powodu, że zaczęłam studia a pierwszy rok nie jest łatwy. Zaczęłam wszystko sobie powoli układać i nareszcie wróciłam! Dziękuję za ponad 1000 wejść na bloga, jest to dla mnie niesamowicie dużo odsłon ! Zachęcam również do komentowania jak napisałam wyżej daje to moc. Każdy kto piszę lubi słyszeć opinię, więc działajcie ! Chciałam również serdecznie podziękować Oli Ri, która potrafi docenić i przekazać pojawiające się błędy, bez zbędnych chamskich słów. Dziękuję Ci bardzo ! 

ZAPRASZAM NA NOWY ROZDZIAŁ ! 


----------------------------------------------------------------------------




+++

HOTEL 

Jasnowłosa obudziła się zalana potem. Znowu miała ten sen. Spojrzała na druga stronę łóżka gdzie spokojnie spał Soul. Wstała i ubierając bluzę chłopaka zeszła do hotelowej kuchni po szklankę wody. Wszędzie było cicho. Przerażało ją to, sny to jedno jednak teraz nie śniła, mimo swojej siły czuła paraliż,  który rozchodził się po jej ciele. Weszła do jadalni i zmierzając w kierunku kuchni usłyszała cichy pisk. Schowała się za ścianę i nasłuchiwała co się dzieje, wychylając się delikatnie zauważyła Kanekiego, który krzyczał i szarpał młodą kobietę. Chcąc jej pomóc ruszyła w ich kierunku jednak po usłyszeniu tego o czym rozmawiają zamarła.
- Słuchaj, dostajesz tyle pieniędzy więc chyba poderwanie jakiegoś chłopaczka nie sprawi ci problemu co ? - warknął.
- Nie ale on na to nie pójdzie rozumiesz? Nie jest tu sam więc nawet na mnie nie spojrzy - odparła równie zła.
- To zrób tak żeby na Ciebie spojrzał. Zostały mi 2 dni i w ciągu tych dwóch dni ta dziewczyna ma być moja zrozumiano ?
- Tak - szepnęła i odeszła. Chłopak spojrzał za nią, po czym również ruszył ku wyjściu z kuchni.

Maka nie myśląc wiele ruszyła biegiem do pokoju nie chcąc natknąć się na żadnego z nich, będąc już pod drzwiami poczuła się bezpieczna. Weszła do pokoju i od razu wskoczyła do łóżka, mając dość wrażeń jak na jedną noc. -Powiadomię o wszystkim rano Kida, mam nadzieję, że coś z tym zrobi. - pomyślała i zapadła w sen.

+++

Ranek 

Wszyscy udali się spokojnie do jadalni w celu spożycia śniadania. Albarn od rana była dość dziwna, jakby zalękniona. Przyjaciele jednak nie chcieli tego komentować, a Soul nie zauważył dziwnego zachowania dziewczyny.
- Jutro około 12 wyruszamy w drogę powrotną, załatwiłem już wszystko. - zakomunikował Kid.
- Nareszcie do domu! - zapiszczała Patty.
Reszta poparła jej radość i dalej w ciszy jedli śniadanie.
- Proponuje dzisiaj gdzieś wyjść. - zaproponowała Liz. - Może jakiś klub ?
Nim ktokolwiek zdołał odpowiedzieć za nimi pojawił się Kaneki.
 - Ja znam świetny klub! Na pewno wam się spodoba. - mówił podekscytowany. Przyjaciele patrzyli się na siebie, nie wiedząc co odpowiedzieć chłopakowi, ale temu to nie przeszkadzało. Czym prędzej dodał - Dziś wszyscy o 20 przed hotelem, gwarantuje wam przednią zabawę ! - krzyknął i nim ktokolwiek zdążył zaprzeczyć, rozpłynął się.
- No to dzieciaki macie już co robić wieczorem - zaśmiał się Spirit.
- Cudownie! Oby było mnóstwo fajnych facetów! - ekscytowała się Liz, a Patty wraz z nią.
Wszyscy zaczęli się śmiać z min sióstr i stwierdzili, że skoro to ich ostatni wieczór to mogą sobie pozwolić na odrobinę zabawy. Reszta śniadania minęła na rozmowach i śmiechach przyjaciół. Po czym każdy udał się na wstępne przygotowania. Wszyscy jednogłośnie postanowili spotkać się w porze obiadowej i każdy poszedł do swojego pokoju.

+++

Pokój 321

Młody Pan Śmierci siedział na krześle patrząc przenikliwie na wazę, która stała na stoliku pomiędzy dwoma drzewkami wiśni, nie mrugał, nie wydawał z siebie żadnego dźwięku. Nagłe skrzypnięcie drzwi nie odwróciło jego uwagi od wazy. Liz podeszła ze zdziwionym spojrzeniem do chłopaka, szturchnęła go jednak ten nie zareagował.
- Kid ? Wszystko w porządku ?
Zero reakcji, dziewczyna zaczęła machać mu ręką przed twarzą chcąc zwrócić na siebie uwagę, pełna złości wykrzyczała - Mógłbyś się na mnie spojrzeć ?!
Chłopak odwrócił wzrok od wazy na bliźniaczkę. Dziewczyna przełknęła ślinę, wyglądał jakby chciał zrobić jej krzywdę. Nie widziała co się dzieje ani o co mu chodzi. Chłopak wstał i nagle niczym grom z jasnego nieba krzyknął - czy ty widzisz ?!
Dziewczyna nie bardzo rozumiejąc spojrzała na niego - ale co? - zapytała.
- Ten brak symetrii, zero, widzisz jak blisko waza znajduje się drzewka po lewej? Prawa strona została odtrącona! Trzeba coś z tym zrobić ! Jak mogłem wcześniej tego nie zauważyć ?! - lamentował do siebie, nie zwracając uwagi na Liz.
Dziewczyna westchnęła.  - Może podać Ci leki? - zagadała.
- Nie żadnych leków, przez to nie mogłem dostrzec braku  symetryczności dookoła mnie, teraz widzę wszystko! Liz, musisz coś dla mnie zrobić!
Dziewczyna podskoczyła od jego nagłego krzyku i spojrzała z zapytaniem.
- Powiedz, że dziś jestem nie osiągalny dla nikogo, nie zmienię symetrii całego hotelu ale muszę zmienić ten pokój, nie zasnę, nie będę mógł funkcjonować, wszystko będzie nie tak! Rozumiesz ?
- Oczywiście, w takim razie ja wychodzę i zostawiam cię tu z tym.. - zrzekła zmieszana i wyszła z pomieszczenia.
Młody Pan Śmierci, zaczął z błyskiem w  oku odmierzać każdy centymetr pokoju, chcąc zyskać idealny obraz symetryczny, by w końcu wszystko wyglądało pięknie i tak jak powinno.
Liz idąc korytarzem, zaśmiała się w duchu. " wrócił stary Kid, w końcu" jego epizod z tabletkami nie był nikomu znany, jednak każdy  zauważył brak tej szaleńczej ochoty ustanawiania wszystkiego symetrycznie. Teraz mogła spokojnie powiedzieć, że ten chłopak w końcu jest sobą, ponownie.

+++


Miejsce nieznane 

Młoda dziewczyna leżała na białym stole, jej ręce i nogi były skrępowane. Podniosła głowę aby rozejrzeć się po pomieszczeniu. Wydała z siebie głuchy jęk widząc, że na stole obok leżą narzędzia chirurgiczne. Poczuła łzy, spływające po policzkach, bała się. Zaczęła się szarpać i krzyczeć, chcąc zyskać pomoc. Nic jej to nie dało, cisza boleśnie uświadamiała jej bezradność. Obdarte z farby ściany, ledwo co żarząca się lampa wskazywały na to jakie to miejsce było stare. Nic nie dawało jej nadziei, że ktoś normalny może się pojawić. Ona nie mogła sobie wyobrazić jak głupio się zachowała, nie uważając na tego człowieka. Podchodząc do sytuacji bez większego zabezpieczenia. Nikt nie wiedział gdzie wyszła ani do kogo. Nikt nie będzie w stanie jej znaleźć. Spojrzała pustym wzrokiem w górę. Oczy zaszły łzami patrząc na to coś. Nad nią wsiało lustro, które było podtrzymywane ludzkimi organami. Nie było sensu żeby krzyczeć. Znalazła się w piekle.
Nagle drzwi trzasnęły a w nich stanął jej oprawca, uśmiechając się niewinnie, wziął w dłonie nóż i zaczynając od rozcięcia ubrań. Nie wyrywała się, patrzyła tępo w górę widząc co robi z jej ubraniem. Udawała, że nie czuję nic dopóki nie zaczął rozcinać jej delikatnej skóry. Mimo to powstrzymywała krzyk. Lecz gdy zaczął odrywać jej poranioną skórę nie wytrzymała. Zaczęła krzyczeć, wiedząc, że nawet to nie przyniesie jej ratunku.
Mężczyzna jakby nigdy nic, kontynuował swoją pracę, chcąc przeprowadzić na kobiecie delikatne poprawki, zostawił resztę skóry i zajął się innymi partiami ciała.

+++

Kid szedł w stronę jadalni. Jednak nie mógł tam dotrzeć, ponieważ co chwilę poprawiał błędy oraz niedopatrzenia ludzi, którzy urządzali ten hotel. Nie był w stanie sobie wyobrazić jakim cudem to zostało przyjęte ? Nie zwracając uwagi na otoczenie wpadł na kogoś.
- Przepraszam - powiedział i skierował swój wzrok na osobę, która również miała głowę w chmurach - Maka? Ty jeszcze nie na obiedzie?  - zapytał, dziwiąc się, że przyjaciółka szła w zupełnie inną stronę.
- Szukałam Cię - rzekła. - Musimy pogadać - dodała.
- No to słucham ?
- Nie tutaj, ściany mają uszy. Może wyjdziemy na zewnątrz? To zajmie chwilę.
- No dobra to chodź.
Ruszyli w kierunku drzwi wyjściowych. Przekraczając próg budynku udali się w prawo chcąc dotrzeć do parku, który był kilka kroków dalej. Przez drogę, żadne z nich się nie odezwało.
- Możesz mi powiedzieć o co chodzi ? - zagadał chłopak.
Dziewczyna rozejrzała się dookoła. Odetchnęła z ulgą i zaczęła swój monolog.
- Więc tak, po pierwsze to Kaneki coś kombinuje. Kiedy zeszłam w nocy do kuchni po wodę, rozmawiał z jakąś dziewczyną i kazał kogoś uwodzić. Bo cytuję 'ona musi być moja' , nie wiem o co chodzi ale wydawało mi się to dość dziwne. Najpierw się zaleca do mnie i do dziewczyn a teraz coś takiego ? Nie uważasz, że jest z nim coś nie tak ?
- Przesadzasz Maka, jest kobieciarzem to tyle. Póki odrzucacie jego zaloty nawet was nie dotknie. - odparł uspokajająco przyjaciel.  - Więc uwierz mi, że nie ma się czym martwić. - dodał.
- Nie wiem. Coś czuje, że mogą być z nim problemy.
- Do jutra nic się nie wydarzy. Mówię Ci, to nasza ostatnia noc tutaj, więc spokojnie. Wracajmy bo zaraz zaczną nas szukać. Wiesz jak twój ojciec reaguje kiedy Cię za długo nie ma - zaśmiał się.
- Taaa, masz rację. Chodźmy.
Przyjaciele skierowali się w stronę hotelu. Jednak rozmowa z Kidem, nie podziałała na Makę tak, jakby się tego spodziewała. Niepokój cały czas w niej rósł. Dziewczyna wyczuwała chorą radość Kyio, która tylko wyczekiwała odpowiedniego momentu.


-----------------------------------------------------------------------
Do następnego !
Nataly Immune .~

poniedziałek, 20 lipca 2015

Rozdział 12

+++

Liz podeszła do nich pewnym i opanowanym krokiem.
- Zostawcie ich. Nie widać, że są zajęci ? - warknęła widząc jak Soul stara się zrzucić z siebie dziewczynę - Kid ogarnij się ! - Pan śmieci natychmiast wstał i razem z białowłosym udali się za Liz od której  biła złowroga aura.
- Zostawić was na chwile - westchnęła - Ty - wskazała palcem na Soula - idziesz tłumaczyć się Mace. Będziemy na was czekać u Kida w pokoju, dobrze ? - nie czekając na odpowiedź przyjaciela, złapała czarnowłosego za dłoń i udała się w stronę pokoju.
- Jasne- powiedział i wyszedł na balkon.
Rześkie powietrze uderzyło go w twarz, patrząc na Make zamyślił się. Stała i popijała wino, przy czym zmysłowo wypuszczała dym papierosowy z ust, wszystko było by pięknie gdyby nie fakt, że przy niej stał niejaki Kaneki. Evans nie wiele myśląc podszedł do nich.
- Maka wracamy, Kid czeka -spojrzał obojętnie na dziewczynę.
- Jasne, narazie Kaneki - uśmiechnęła się do niego, zgasiła papierosa i ruszyła za Soulem.
- Ta cześć- odrzekł chłopak z uśmiechem.


Szli w ciszy do pokoju.
- Idź powiedz Kidowi, że jestem zmęczona i nie mam siły na rozmowę. Będę w pokoju - zakomunikowała i ruszyła w stronę ich sypialni.
Chłopak bez słowa poszedł oznajmić Kidowi to co kazała dziewczyna.
Albarn weszła do pokoju i poczuła jak się rozpada. Chociaż widziała, że Soul niczego nie chciał od tej dziewczyny, była cholernie zazdrosna. Zdjęła sukienkę i wpadła pod prysznic, zmywając z siebie ciężar dzisiejszego wieczoru. Zmyła makijaż po czym ubrała koszulkę Evansa i spodenki, rozpuszczając jeszcze mokre włosy, weszła do pokoju. Usiadła na łóżku i myślała czy to co miedzy nimi jest ma szanse jakiekolwiek.- "A może nie powinna się angażować? Przecież ona po mnie przyjdzie i jemu też może zrobić krzywdę.." -takie myśli krążyły po jej głowie. Nie zauważyła kiedy obiekt jej myśli wszedł do pokoju. Eater podszedł do niej i klęknął łapiąc ją za kolana.
- Przepraszam - powiedział z powagą patrząc w jej oczy.
- Nie masz za co- rzekła słabym głosem i potargała jego włosy- jestem zmęczona, idziemy spać ?
- Tak, daj mi chwile na prysznic.
- Okej.
Chłopak wszedł do łazienki, był zdziwiony, że nie wybuchła awantura. Jednocześnie cieszył się, że nie oskarża go o nic złego. Po wykonaniu wszystkich niezbędnych czynności, opuścił pomieszczenie. Jego wzrok padł na łóżko, Albarn spała jak dziecko, podszedł i położył się. Przytulił dziewczynę do siebie delikatnie całując w czoło, po czym ich przykrył. To był ciężki wieczór dla obojga.

+++

Nastał ranek.
Przyjaciele spotkali się na śniadaniu. Siostry Tomphson, miały ogromnego kaca, wybawieniem dla nich była woda. Reszta normalnie spożywała śniadanie, podśmiewając się z przyjaciółek. Do ich stolika podszedł Kaneki.
- Mam nadzieje, że dobrze się bawiliście- rzekł z uśmiechem.
- Tak, bardzo dziękujemy - odparł Kid.
- Mam pewną sprawę, mianowicie - spojrzał na Make i klęknął - Mako Albarn to Ciebie wybrałem na swoją żonę, czy zechcesz nią być? - zapytał.
Maka będąc w szoku opuściła szklankę z wodą, pozwalając rozbić się jej o ziemie. Na twarzach przyjaciół jak i samej zainteresowanej wymalowany był szok. Nikt nie rozumiał sytuacji jaka zaistniała. -Nie dość, że mężczyzna zna ją od dwóch dni to do tego chcę ją brać za żonę ? - takie myśli krążyły w głowie każdego, byli zmieszani ale w pewnym sensie też rozbawieni.
- Em, wiesz to miłe ale ja mam chłopaka - powiedziała Albarn i spojrzała na niego wyczekując odpowiedzi.
- Któż to taki? Na pewno nie jest lepszy ode mnie ! - krzyknął i wstał, chcąc zmierzyć się z mężczyzną, który podbił serce dziewczyny. Soul wstał od stołu.
- Ja jestem jej chłopakiem - warknął odsłaniając swoje zaostrzone zęby i zmieniając swoją rękę w kosę - i nie obchodzi mnie kim jesteś, jeżeli wykręcisz jakiś numer podczas naszego pobytu tutaj. Przysięgam, że cię potne - warknął, po czym usiadł łapiąc Make za rękę. Lord odszedł ze zdenerwowana mina, klnąc pod nosem.
- No, no, no. Kiedy planowaliście mi powiedzieć że wasz związek jest już poważny?- dopytywał Albarn
- Właściwie to w tym momencie stał się poważny - zaśmiał się Soul i skradł całusa Mace przy wszystkich.
Dziewczyna zaczerwieniła się, powodując śmiech innych i krzyk Spirita.
- Nie robi się takich rzeczy przy ojcu!
- Spokojnie, inne rzeczy będę robił za zamkniętymi drzwiami - powiedział Soul i puścił oczko do Spirita.
- Tylko wiecie, jestem młody a bycie dziadkiem to odpowiedzialność! - krzyknął po czym dumnie uderzył się w pierś. - lecz jestem na to gotowy. - dokończył z powaga.
Maka jak i pozostali patrzyła na niego z niedowierzaniem.
- Jesteś nienormalny! - krzyknęła i jednym sprawnym ciosem, sprawiła ze jej ojciec wyleciał przez okno.
- Idę do pokoju - fuknęła zła - sama - warknęła, kiedy Soul zaczął iść za nią.
Chłopak westchnął i odwrócił się do przyjaciół.
- Ale się wkurzyła. Żarty żartami ale tez byłabym zła na jej miejscu - oznajmiła Liz.
- Jak zawsze przesadził. - dodał Stein.
- Ta - szepnął białowłosy, z jakiegoś powodu zabolało go to.
- Posłuchacie mnie wyruszamy za dwa dni, muszę jeszcze byc na kilku spotakniach, a potem wracamy do domu - rzekł Kid. Przyjaciele przytaknęli. Po zjedzonym posiłku kazdy udał sie do swojego pokoju.
Soul wysiadł z windy na swoim pietrze i zaczął kierować sie w stronę pokoju. Przed drzwiami stał Spirit i usilnie próbował przeprosić córkę, która co chwila mówiła nie.
- Staruszku, ja sie tym zajmę - oznajmił chłopak - Stein chciał z toba pogadać - dodał i kluczem otworzył zamek, zamykając za sobą drzwi.

Na łożku siedziała dziewczyna, była smutna i zdenerwowana. Nie patrzyła w stronę chłopaka, była zamyślona.
- Maka ? - szepnął Evans.
- hm?
- Nic, nie ważne - odparł zrezygnowany i padł na fotel.
Dziewczyna wstała i podeszła do niego. Nie pytając o zgodę usiadła na jego kolanach.
- Widzę, że cos cie dręczy - powiedziała i spojrzała w jego oczy - tylko nie chcesz powiedzieć mi co. - dodała.
- To nic. Chodzi o dzisiejsza sytuacje. Nie przejmuj sie - chłopak zaczął sie wykręcać.
- Chce wiedzieć - naciskała.
- Ech- przycisnął ją do siebie i nachylając sie nad jej uchem wyszeptał - Liz powiedziała, że była by zła gdyby jej ojciec skierował do niej takie słowa ale nie o to mi chodzi. Czy ty, myślisz o tym wszystkim na poważnie ? - zapytał i parzył w jej twarz oczekując odpowiedzi.
- Co przez to rozumiesz ? - zapytała.
- No wiesz, przyszłość. Dzieci i tak dalej.

- Idiota  z ciebie - powiedziała przez łzy. Chłopak nie mógł zrozumieć dlaczego płakała - Jezu, Soul. Jesteś jedynym z którym mogę wiązać przyszłość! Kretyn! - warknęła i pacnęła go w głowę. - nikt inny- dodała i wtuliła się w niego.
- Wybacz. - pocałował ją w czubek głowy. Nie odzywali się. Wystarczyła im ich obecność, milczenie było teraz najlepsza rzeczą.

+++

W Death City było gorąco. Letnia pora dawała się we znaki. Black Star wracał do domu po sprawdzeniu miasta i wysłaniu najważniejszych do wypełniania dokumentów Kidowi.
- Jestem ! - krzyknął.
- Dobrze
Tsubaki leżała na łóżku oglądając telewizje. Star poszedł do niej, kładąc się obok i przytulając.
- Dawno nie byliśmy na żadnej randce. Masz ochotę gdzieś wyjść? - zapytał.
- Oczywiście - powiedziała zachwycona.
Chłopak złapał telefon i zaczął szukać numeru do ich ulubionej restauracji
- Black. Nawet nie wiesz jak bardzo zmieniasz się przy mnie - szepnęła ale chłopak ją usłyszał
- Co masz na myśli ?
- Zawsze byłeś dziecinny, przy innych zdarza ci się zachowywać jak kiedyś ale przy mnie zawsze jesteś dojrzały i czuły. Po prostu nie mogę uwierzyć w to co się teraz dzieje . - powiedziała i pocałowała go.
Chłopak objął ją, kładąc na łóżko. Rzucił telefon w kat i zaczął zdejmować swoją bluzkę która wyładowała na podłodze.
- Jesteś najlepszym co mnie spotkało - szepnął i wrócił do całowania jej. - nie wyjdziemy dzisiaj chyba - zaśmiał się, łapiąc za zapięcie jej bluzki.
- Możemy wyjść jutro - odparła i pocałowała go.
Ten dzień był dla nich leniwym dniem w domu, wszystkie atrakcje mieli zapewnione w środku.


+++ 

Kid siedział nad dokumentami. Mimo że byli na misji to obowiązki nie mogły czekać. Chłopak siedział i wypisywał po kolei wszystko. Był cholernie zmęczony. Jego myśli oderwały się od pracy. Zaczął zastanawiać się nad zachowaniem swojej kuzynki, które ostatnimi czasy robiło się coraz dziwniejsze. Nie chciał pokazywać innym ze coś jest nie tak, ale jej zachowanie względem Maki było co najmniej wredne, dodatkowo dlaczego wbiła jej nóż w brzuch skoro nawet nie wiedziała, że się nie kontrolowała? Nie zapytała o nic. Nagle chłopak zaczął wszystko rozumieć. Cały blady wypadł z pokoju i pobiegł w stronę sypialni Soula i Maki.
Wszedł bez pukania. Widząc zaszokowane miny przyjaciół, nie robiąc sobie z tego nic. Ściągnął Make z kolan Soula i postawił go do pionu.
- Stary co ty? - warknął, wkurzony Soul.
- Rozbieraj się - powiedział.
- Co?
- No mówię ! szybko, wytłumaczę wam jak sprawdzę - poganiał go Kid.
Maka spojrzała na nich nie rozumiejąc o co chodzi. Soul stał w samych bokserkach na co młoda Albarn zaczerwieniła się. Kid chodził dookoła Soula po czym odetchnął z ulga.
- Bałem się ze cie oznaczyła - wyrzucił z siebie.
-Oznaczyła ? - warknęła Albarn, dookoła niej zaczęła się tworzyć mordercza i niebezpieczna aura.
- Co? Ale Maka! To nie tak! Kid?
- Chodzi o Kirino. Mianowicie wydaje mi się,  że ma na punkcie Soula obsesje i mogła go oznaczyć jako swoją własność poprzez krew na szczęście nie pozwoliłeś jej u siebie spać. Poza tym nie masz żadnej blizny. Wybaczcie mi te problemy, jak wrócimy to wyślę ją od razu na koniec kraju. - wytłumaczył Kid
- Chodź no tu - warknęła Maka łapiąc Soula za rękę.
Stanęła przed nim, wcześniej  wyciągając z plecaka ostrze. Przecięła delikatnie jego skórę, nad pamiętną blizną.
- Ja Maka Albarn mistrzyni ostrza. Oznaczam Cię więzem krwi, którego nie da się złamać. Będziesz wierny jako broń i nie przeciwstawisz mi się.
Chłopak objął ją i oparł swoje czoło o jej. Zmieniając swoją rękę w kose, przeciął jej skórę pod obojczykiem. Ustawiając się tak aby ich krew splotła się ze sobą.
- Ja Soul Eater Evans. Przysięgam, że będę służyć tylko tobie. - pocałował dziewczynę.
- To bardziej wyglądało jak oświadczyny z odrobiną pikanterii, ale dobrze! - klasnął w dłonie Kid - Cieszy mnie to, mimo że nie jest to widoczne dla każdego. Ale zawsze działa tak samo, nikt wbrew twojej woli Maka nie może, go użyć.- Blondynka spojrzała na Soula z promiennym uśmiechem.
- Jeszcze jedno - dodał czarnowłosy - te wasze blizny będą nie symetryczne ! Jak mogłem na to pozwolić. To przez te cholerne papiery. Trudno, będę udawać, że mnie tu nie było! Dobra w takim razie wracam do roboty. Trzymajcie się! - jak powiedział tak zrobił, nim się obejrzeli przyjaciel był już daleko od ich pokoju.
Para zaczęła się śmiać.
- Cały Kid, już zapomniałam o jego symetrii.
- Jest to teraz mniej zauważalne, ale pozostało. To co teraz robimy ?
- Wychodzimy gdzieś ?
- Jasne, tylko się ubiorę.

Chwile potem byli już na mieście. Zachowywali się jak normalna para. Chodzili za rękę, zjedli coś. Soul wygrał dla dziewczyny maskotkę w kształcie czarnego psiaka. Zachowywali się jak na randce. Całe popołudnie zwiedzali miasto. Wieczorem udali się nad staw.
- Pięknie tu - szepnęła Maka i zapatrzyła się w księżyc który razem z gwiazdami połyskiwał na niebie - Chciałabym żeby zawsze było tak spokojnie - dodała i usiadła przytulając się do pluszaka.
- Ja tez. Ale niestety, nie jesteśmy normalni. - powiedział - nie chciałbym być normalny wiesz ? - dodał siadając obok - możne nie poznalibyśmy się? Nie kłócili ? Nigdy bym cię nie pocałował ? Nie chciałbym takiego życia - spojrzał w jej oczy i uśmiechnął się. - Jesteś dla mnie wszystkim - pocałował ją w czoło.
Rumieńce wkradły się na jej twarz. Objęła go.
- Dziękuje - szepnęła.
- Za co? - zapytał będąc milimetry od jej ust
- Za to, że jesteś - szepnęła.
Chłopak pocałował ją. Złapała za jego włosy i leciutko pociągnęła. Zaśmiał się miedzy pocałunkami, podnosząc ją i kierując się w stronę stawu.
- Wiesz, nie jesteśmy normalni - szepnął jej do ucha i wskoczył do wody z nią na rękach. Jedyne co młoda Albarn mogła zrobi to wydać niespodziewany pisk.
Wynurzyła się i ze wściekłością szukała Soula, jednak nie wynurzał się, zaczęła się obracać dookoła. Szukając jasnej czupryny lecz nigdzie nie mogła jej dostrzec. Zdenerwowała się. Chciała zanurkować kiedy ktoś pod wodą złapał ją i posadził sobie na barkach.
- Hahaha - śmiał się w głos Evans.
- Idiota ! - krzyknęła bijąc go po głowie.
- No już, już - ściągnął ją z siebie - Nie możemy być aż tak normalni - powiedział - Podoba się Pani randka ? - zapytał z zawadzkim uśmiechem.
- Bardzo - szepnęła i musnęła jego usta.

Para wyszła z wody odczuwając chłód, jaki nastał na dworze. Dziewczyna objęła rękoma ramiona chcąc zatrzymać przy sobie trochę ciepła. Chłopak widząc jej marne starania, podał jej psiaka i bez zbędnych pytań porwał na ręce. Albarn zaśmiała się, nie miała siły zaprzeczać. Zmęczenie dawało jej się we znaki, cmoknęła go delikatnie w podbródek czując dwudniowy zarost. Cicho westchnęła i wtuliła się w niego, zapadając w delikatny sen. Białowłosy uśmiechnął się pod nosem. Rozpierało go szczęście i za nic w świecie nie chciał stracić tego, co dopiero odzyskał.

+++

Nocą ulice Death City nie należały do najbezpieczniejszych, szczególnie w tych czasach. Wielki zegar na dziedzińcu wybił godzinę 24, a opustoszałymi uliczkami przechadzała się młoda czarnowłosa kobieta. Na sobie miała czarny płaszcz sięgający do kostek. O kostkę brukową, którą wyłożony był chodnik słychać było stukanie jej obcasów. Nagle zatrzymała się przy opustoszałym budynku i jakby nigdy nic weszła do niego. Stare deski w środku zaskrzypiały. Dziewczyna rozejrzała się lecz przez ciemne pomieszczenie niewiele mogła dostrzec. Nagle ujrzała go. Tego, który mógł dać jej to czego chciała. Uśmiechnęła się wyzywająco i zdjęła płaszcz.
- Przyszłam do ciebie, aby zapłacić - wyszeptała - a potem przedyskutować warunki - dodała zbliżając się.
- Rozumiem. W takim razie, zobaczymy czy jesteś wystarczająco silna aby przeżyć to - Ryknął i rzucił w nią kula ciemnej energii. Młoda kobieta odskoczyła i znalazła się za nim chcąc go ogłuszyć. Jednak na nic jej się to zdało gdyż mężczyzna rzucił nią o ziemie i zaczął podduszać jedyne co pamiętała to czerwone oczy pełne satysfakcji i chorej radości.


______________________________________________

Zachęcam do komentowania, każdy odzew ze strony czytelników daje mi siłę do dalszego pisania.
Pozdrawiam i do następnego!

czwartek, 18 czerwca 2015

Rozdział 11


______________________________

WITAM SERDECZNIE !
Po dość długiej przerwie wracam z masą pomysłów i motywacją  do kontynuacji opowiadania.
Mam nadzieję, że ktoś jeszcze tu jest i ucieszy się, z mojego powrotu. 
Życzę miłej lektury !


+++

Rano przyjaciele zeszli na śniadanie. Kid zaczął przedstawiać każdemu Lorda Kanekiego. Był to mężczyzna w wieku 20 lat, miał fiołkowe oczy i czarne włosy. Był bardzo przystojny jego śnieżnobiały uśmiech wzbudzał mimowolny rumieniec na kobiecych twarzach. Dziewczyny były nim zachwycone, każdą pocałował w rękę i przedstawił się szarmancko co nie spodobało się naszym panom. Jednak mimo ich niechęci w spokoju jedli śniadanie.
- Mam nadzieję, że jesteście gotowe na dzisiejszy bal, drogie Panie ?- zagadał Kaneki.
- Tak, mamy wszystko przygotowane - odpowiedziała Patty i zapatrzyła się w niego, na co starsza siostra kopnęła ją pod stołem.
Nikt więcej się nie odezwał, po skończonym posiłku każdy udał się do swojego pokoju.

+++

Liz wraz z Patty popędziły na zakupy chcąc, kupić kilka nowych ciuszków aby przypodobać się Lordowi, Kid tylko westchnął na ich zachowanie i postanowił wybrać się na siłownie.
Stein i Spirit korzystając z udogodnień hotelu udali się na masaż, żeby odprężyć się po ostatnich przeżyciach.

+++

Chłopak oglądał telewizje, a dziewczyna czytała książkę. Jak zawsze dopełniała swoją wiedzę.
- Wychodzimy gdzieś ? - zagadał Soul
- Tak, możemy tylko muszę to skończyć.
- To nie jest fajne. - jęczał.
Dziewczyna spiorunowała go wzrokiem i wróciła do lektury. Rozległo się pukanie do drzwi, Soul otworzył w nich stał Kaneki.
- Jest Maka ?
- Tak, Maka do Ciebie - syknął białowłosy.
- O co chodzi? - zapytała dziewczyna, opierając się o framugę.
- Więc chciałbym cie prosić o towarzyszenie mi na dzisiejszym balu, co Ty na to? - uśmiechnął się szarmancko. Soul spojrzał na niego gniewnie, miał ochotę zrobić mu krzywdę, ogromna krzywdę.
- Wybacz ale mam już partnera - powiedziała i wtuliła się w Soula. Białowłosy spojrzał z wyższością na rywala i uśmiechnął się.
- Rozumiem - powiedział niezadowolony- Trudno w takim razie do wieczora - powiedział i wyszedł.

Jasnowłosa spojrzała na chłopaka i zaczęła się śmiać. Ten spojrzał na nią nie rozumiejąc o co chodzi.
- Aleś zazdrosny - wyjaśniła.
- Dziwisz mi się? Podrywał cie na moich oczach, mogłem zetrzeć ten uśmieszek z jego twarzy.
- No już, już. Mimo że mnie nie zaprosiłeś to powiedziałam, że z Tobą idę.
- Myślałem, że to oczywiste, ale skoro tak - uklęknął na jedno kolano i wtulił się w jej brzuch - Mako Albarn czy zechciała byś mi towarzyszyć na dzisiejszym balu? - zapytał i ukazał swoje białe, zaostrzone zęby.
- Oczywiście -zaśmiała się i ucałowała w czoło - jak chcesz to potrafisz być słodki.
- Nie tylko słodki - powiedział stojąc z nią twarzą w twarz.
- Jesteś straszny! - krzyknęła czerwona - Zawsze musisz walnąć jakimś podtekstem.
- Ja tu nie wyczuwam żadnego podtekstu.
- Wcale - oburzona zaczęła kierować się w stronę łóżka. Chłopak złapał ją za rękę i przyciągnął do siebie.
- Pokazać ci inne moje twarze ?
- Co masz na myśli ?
Zamiast odpowiedzi chłopak złapał ją za tyłek i podniósł, ta pisnęła. Kierował się w stronę łóżka.
- Teraz obejrzymy jakiś film a potem będziemy się szykować na bal, dobra ?
- Jestem za - zaśmiała się i wtuliła w jego klatkę piersiową. Wiedziała, że chciał jej zademonstrować co innego, ale w głębi duszy nie uważała, że jest to odpowiedni czas.
Po zakończonym seansie zaczęli się szykować. Soul wskoczył pod prysznic a Maka wybierała sukienkę.
Kiedy chłopak wyszedł dziewczyna zamknęła drzwi i zaczęła się ogarniać. Wzięła kąpiel, wysuszyła włosy. Makijaż składał się z podstawowych produktów plus delikatnego przyciemnienia powiek, czarnymi oraz szarymi cieniami. Włosy lekko pokręciła a usta pokryła bordową szminką. Jej sukienka była prosta, długa czarna z wycięciem na prawej node do łydki oraz odkrytymi plecami, do tego czarne szpilki i kopertówka do której schowała kilka rzeczy do makijażu i papierosy. Wyszła z łazienki.
- Gotowa !
- Wow. Nie masz pojęcia, co chciałbym z Tobą robić w takim wydaniu- mruknął Soul. Maka zaczerwieniła się.
- Też wyglądasz nie najgorzej. Chłopak miał na sobie czarny garnitur, oraz czarną koszule, w której rozpięte były 2 guziki. Prezentowali się nieziemsko.
- To co idziemy? - zapytała.
- Oczywiście - objął ją w pasie i wyprowadził do holu gdzie czekali przyjaciele.

+++

-No, no, no! - krzyknęła Liz - Wyglądacie  cudownie - dodała z uśmiechem.
Młoda Albarn podeszła do przyjaciółek.
- Dzięki - powiedziała  po czym dodała - wy też wyglądacie przepięknie.
 Liz miała na sobie małą czarna do tego złote dodatki, mocny makijaż i proste włosy. Patty miała delikatny make up, białą sukienkę, włosy podkręcone. Obie na nogach miały szpilki pod kolor sukienek. Mężczyźni nie wyróżniali się każdy miał na sobie garnitur.
- No to skoro już jesteśmy wszyscy, możemy iść - powiedział Kid i wszyscy zgodnie ruszyli do sali balowej.


+++

Pomieszczenie wyglądało pięknie, ściany w kremowych kolorach wzbogacone w wiele obrazów sławnych malarzy. Do tego ogromne żyrandole, które przypomniały te z prawdziwych pałaców, na scenie grał jakiś zespół. Ludzie rozmawiali bądź tańczyli. Pod jedną ze ścian stał szwedzki stół, całość była kontrastem koloru czerwonego, czarnego i złotego. Przyjaciele zachwycili się wyglądem pomieszczenia. Nagle przy nich pojawiał się gospodarz.
- Witam moich najbardziej oczekiwanych gości! - powiedział Kaneki - Zapraszam was serdecznie na drinka bądź lampkę wina, życzę udanej zabawy - dodał i zniknął w tłumie.
Przyjaciele rozdzielili się, dziewczyny sięgnęły po lampkę czerwonego wina i omawiały stroje innych kobiet, które pojawiły się na balu. Mężczyźni udali sie po coś do jedzenia, kiedy napełnili swoje żołądki postanowili wypić tak jak na mężczyzn przystało. Każdy wziął szklankę whisky. Soul wraz z Kidem ruszyli na taras w celu zapalenia papierosa.
- Jak tam miedzy wami? - zagadał ciemnowłosy, popijając whisky.
- Zaczyna się układać, nie chce nic mówić, ale ten Kaneki za bardzo się kręci - westchnął Soul, wręczając koledze  papierosa.
- Wiesz, on jest kobieciarzem, uwielbia zdobywać kobiety a jeszcze bardziej lubi kiedy są niedostępne - zaśmiał się Kid.
- Nie radzę mu próbować zbliżać się za blisko do Maki, możne być Lordem ale skrócę go o głowę - powiedział z irytacją i zaciągnął się.
- Spokojnie stary, Maka nie jest dziewczyną, która by na niego poleciała.
- wiem to, jest moja -  odparł patrząc w niebo.
- Twoja ? No, no widzę, że szybko działacie- zaśmiał się Pan śmieci.
- Ja bym Tobie radził  kogoś znaleźć dla siebie. Bo swatanie jakoś  słabo ci wychodzi -  powiedział Soul z zawadzkim uśmiechem. Kid spojrzał na niego zaszokowany.
- Tak wiem,  że wziąłeś nas ze sobą po to żeby nas pogodzić. Od razu to załapałem i dziękuje ci. - chłopak zgasił papierosa i skierował się w stronę sali - Idziesz ?
- Nie, pooddycham jeszcze- rzekł Kid i podszedł bliżej barierek. - Soul.
- Hm?
- Nie ma za co - zaśmiał się i odwrócił od przyjaciela.
Soul uśmiechnął się i ruszył w stronę sali, będąc w środku, szukał Maki, zauważył ją tańczącą ze Spiritem. Patrzył na jej uśmiech, widać rozbawiało ją to co mówił jej ojciec, piosenka dobiegała końca. Maka zauważyła Soula i podreptała w jego kierunku.
- Jak się bawisz ? - zapytała z uśmiechem.
- W tym momencie? Cudownie. - złapał jej rękę - Zatańczysz ze mną panno Albarn ? - zapytał z buntowniczym uśmiechem.
- Oczywiście.
Stanęli na środku sali, los chciał że została puszczona wolna piosenka. Maka ułożyła dłonie na szyi chłopaka a ten położył ręce na jej talii.  Poruszali się spokojnie w rytm muzyki. Młoda Albarn przytuliła się bardziej do chłopaka, wdychając zapach jego perfum. Pocałowała go delikatnie w szyje i szepnęła.
- Soul, niech tak już będzie zawsze.
Chłopak objął ją mocniej. Położył rękę na jej podbródku i skierował jej oczy w stronę swoich, uśmiechnął się i złożył delikatny pocałunek na jej ustach.
- Obiecuję. - szepnął i wtulił się w nią. Muzyka dawała im ukojenie. Byli tylko oni. Piosenka skończyła się a na środek sceny wyszedł gospodarz.
- Dziś jest wielki dzień moi mili! - krzyknął - Chciałbym abyście mogli poznać moją partnerkę, lecz nie jest to możliwe, ponieważ nadal jej szukam. W takim razie, chciałbym zakomunikować, że na dzisiejszym balu, będę poszukiwał kobiety mojego życia! - można było usłyszeć w tym momencie piski kobiet, które najwyraźniej były chętne do takiej zabawy - Więc pamiętajcie, to może być każda z was! Bawcie się dalej! - krzyknął i zszedł ze sceny.
- Chodźmy się czegoś napić - rzekła Maka i łapiąc Soula za rękę udała się w stronę baru z alkoholami. Dziewczyna wzięła wino, a chłopak postanowił zrobić sobie przerwę od alkoholu. Nie miał ochoty , w ostatnim czasie sporo go nadużywał, więc teraz wolał się pilnować.
Bal trwał w najlepsze.Liz, lekko podpita tańczyła z każdym z mężczyzn, który zaprosił ją do tańca, uwielbiała być adorowana. Patty nie miała mocnej głowy więc po kilku godzinach wyszła z imprezy  razem ze Stainem i Spiritem, którzy twierdzili, że są za starzy na takie imprezy.

Zbliżała się godzina druga.  Dziewczęta były lekko podpite, chłopcy tylko obserwowali czy aby nie przesadzają. Maka z Liz udały się do łazienki w celu przypudrowania noska.
Soul i Kid wzięli po drinku i czekali. Nagle pojawiły się przy nich dwie dziewczyny obie ubrane w czerwone wyzywające sukienki. Włosy miały prawie tak białe jak śnieg a oczy były wręcz anielskie, mimo to mocny makijaż sprawiał, że cała anielskość odchodziła w dal.
- Co Tacy przystojni mężczyźni robią sami? - zapytała jedna z nich.
- Czekamy na swoje partnerki - powiedział Soul z wyraźna niechęcią.
- Może my je na chwile zastąpimy?? - rzekły i usiadły chłopakom na kolanach.
- Jestem Keito, a moja przyjaciółka to Arina. - powiedziała dziewczyna siedząca na kolanach Soula.
Chłopak spojrzał na nią gniewnie i zaczął wstawać, przy okazji próbując zrzucić nie chcianą kobietę ze swoich kolan.  Los chciał, że dziewczyny wróciły z łazienki i widziały, jak dwie obce kobiety siedzą na kolanach ich mężczyzn.

______________________________________

sobota, 28 marca 2015

Rozdział 10

+++

Dwójka młodych ludzi leżała skuta łańcuchami na kamiennej posadce, byli nieprzytomni. Kraty otaczały ich dając widok na poboczne cele.
Do lochu weszła pewna kobieta, zaczęła walić kluczami o kraty nucąc przy tym jakaś melodie, jej twarz była uśmiechnięta a oczy rozbawione. Zatrzymała się przy jednej z celi, popatrzyła przez chwile i zaczęła szukać odpowiedniego klucza, wchodząc wzięła krzesło i usiadła czekając aż dwójka młodych się obudzi. Nie mogła się doczekać tortur jakie dla nich zaplanowała, podśmiewała się cicho i dalej machając nożem nuciła piosenkę.

Chłopak powoli otwierał oczy, rozejrzał się. Jego wzrok zatrzymał się na dziewczynie siedzącej naprzeciw.  Była cała umazana krwią, uśmiechała się. Nagle chłopak zrozumiał,że to ta dziewczyna,która prosiła ich o pomoc. Zerknął na Make, miała rozcięte czoło i poharatane kolana poza tym było w porządku. Znów spojrzał na dziewczynę.
- Czego od nas chcesz ? - warknął
- Twoja mistrzyni jest mi coś  winna, jak się obudzi to wszystko ci powie o ile zdąży - zaśmiała się perfidnie.
Chłopak nic nie odpowiedział, starał się przepiłować kajdanki jednak nie było to łatwe, kiedy ona była tutaj i ich obserwowała.
Po jakimś czasie Maka zaczęła otwierać oczy, rozglądając się po pomieszczeniu, przeraziła się. To było miejsce z jej koszmarów.. Była tu torturowana? Sama nie wiedziała.
- Gdzie jesteśmy? - spytała patrząc na chłopaka, ten pokiwał głowa dając do zrozumienia, że nie wie. Spojrzała na dziewczynę będąca naprzeciw.
- Czego od nas chcesz ? - powtórzyła pytanie, które chwile wcześniej zadał chłopak.
- Masz tak krótką pamięć?! To przez was mój ojciec zginął! - wstała z krzesła i zaczęła podchodzić do jasnowłosej - To wasza wina! - dziewczyna wbiła nóż w ramie Maki i zaczęła ciągnąć cięcie w dół.  Młoda Albarn syknęła z bólu, nie chciała się złamać.
- Zostaw ją! - krzyknął Soul, przeciął kajdany i odrzucił napastniczkę, zasłaniając sobą dziewczynę. Był wściekły, najchętniej podciął by jej tętnice. Już miał zamiar na nią ruszyć jednak zatrzymała go dłoń Maki.
- Zostaw, ona się pomyliła - powiedziała spokojnie i podeszła do dziewczyny - nie wiem czy wiesz ale nazywam się Maka Albarn i nie wiem kim jesteś.
- Maka? Nie jesteś Kirino?! Jak to możliwe przecież on jest jej partnerem do cholery! Obserwowałam ją!
- Nie jestem jej partnerem - warknął Soul.
- Powiedz czemu chciałaś ją zabić ?- zapytała Maka.
- Ponieważ zabili mi tatę.. - rzekła z łamiącym się głosem, zaczęła cicho płakać, po czym śmiech rozniósł się po całym pomieszczeniu. Wstała i odwróciła się - i tak zdechniecie. - wyszła nie zamykając celi.


Nie myśląc wiele Maka zmieniła Soula w kosę i pobiegła w poszukiwaniu wyjścia. Mijali inne cele, to co tam było. Zmasakrowani ludzie, dzieci poprzybijane do pieńków, matki patrzące na swoje martwe dzieci, ludzie z oderwanymi kończynami, błagający o śmierć. W Mace coś pękło, to co widziała było dla niej zbyt masakryczne, nie potrafiła znieść bólu dzieci. Upadła, Soul zmienił się i bez słów wziął ją na ręce kierując się ku wyjściu z tego koszmaru. Uspokajał ją jednak ta była jak lalka, parzyła w przestrzeń nie reagowała, w jej głowie toczyła się walka o kontrole nad ciałem.

Wielki wybuch spowodował ich upadek na twardą posadzkę. Maka ocknęła się i odwróciła wzrok nie chcąc patrzeć na całe nieszczęście, które tutaj było.
Drzwi przez, które mieli właśnie przejść zostały wyważone a w nich stał Stein.
- Idziemy! - krzyknął i zaczął ich prowadzić w stronę wyjścia, bez większych przeszkód wyszli z dziwacznego jak się okazało domu.
Maka nie odzywała się przez cała drogę, w czasie postoju także nic nie mówiła, dziś znowu miała pierwszą warte, tym razem z Kidem. Soul opowiedział wszystko przyjaciołom, rozumieli jej milczenie.


+++

Nastała noc, Maka siedziała i patrzyła w przestrzeń a Kid obok niej obserwował teren dookoła, chcąc określić czy ktoś nadchodzi, jednak niczego nie słyszał, było spokojnie.
- Maka przepraszam. Wiem,  że to dziwne ale ta kobieta jest chora psychicznie, bawi ją śmierć innych. Jej ojciec był taki sam dlatego moja rodzina postanowiła go wyeliminować. Ona uciekła jak widać, teraz szuka zemsty.
- Spokojnie, nie takie rany miałam, ona jest zagubiona.. Mogła mnie zabić w tamtym momencie a tego nie zrobiła, mogła z nami walczyć.
- Widziała jakie są jej szanse.
- Jak się nazywa ?
- Akino Seni.
- Akino.. Nie chodziło tyko o ojca, tu jest coś jeszcze tylko nie wiem co.
- Jak tylko zostanie złapana weźmiemy ją na przesłuchanie.  Nie ma co zaprzątać sobie nią głowy nie uważasz ?
- Tak masz racje, idę obudzić tatę i Steina, teraz ich kolej.
Dziewczyna wstała i obudziła mężczyzn, żegnając się. Weszła do namiotu, Soul już spał. Przebrała się i położyła, odwracając się do chłopaka plecami. Łzy ciekły po jej policzkach, w głowie nadal miała te obrazy, ich ból i rozpacz. Nie potrafiła zapomnieć.
Nagle chłopak podniósł się i objął łkająca dziewczynę.
- Soul.. - szepnęła.
- Ciii... Rozumiem - powiedział i objął ją mocniej, obróciła się do niego chowając twarz w zagłębieniu jego szyi.  Łzy spływy po jego klatce a on tylko tulił ją i całował delikatnie w czubek głowy chcąc zapewnić,  że jest bezpieczna. Po jakimś czasie zasnęła, chłopak spojrzał na jej twarz pełną zaschniętych łez i westchnął.  Sam był przerażony tamtym miejscem a co dopiero ona. Wtulił się w nią i zasnął.



+++


Ranek nastał szybko, dziś  mieli dotrzeć do Kusoshiny.  Popołudniu byli już na miejscu, zameldowali się w hotelu, pokoje były dwu osobowe więc Kid miał pokój tylko dla siebie Spirit ze Steinem, bliźniaczki razem oraz Soul z Maką, chłopak nie chciał żeby dziewczyna zostawała sama szczególnie w nocy.

Przyjaciele twierdzili że ich związek zbyt szybko się rozwija
- Nie jesteśmy w żadnym związku! - warknęli jednocześnie.

Nikt nie poruszał tego tematu, Kid poszedł porozmawiać z lordem a przyjaciele odpoczywali po podróży pełnej negatywnych wydarzeń.


+++


W pokoju hotelowym numer 313

- Soul!!! Ile będziesz tam siedział?- krzyczała Maka chcąc dostać się do łazienki, jej partner siedział tam już dobre 30 minut.
- Trzeba było nie gadać tyle z Tsubaki to była byś pierwsza!  - krzyknął.
- Musiałam jej opowiedzieć co się działo !- fuknęła.
- Dobra, dobra. Skoro tak ci się spieszy to może dołączysz do mnie?
- N..nie aż tak mi się  nie spieszy - powiedziała cała czerwona i odeszła od drzwi.
Chłopak wyszedł z łazienki i zaśmiał się.
- uroczo wyglądasz jak się rumienisz - powiedział szczerząc zęby.
Albarn zaczerwieniła się jeszcze bardziej.  Nie na komentarz tylko na widok chłopaka, który miał tylko luźno zawinięty ręcznik na biodrach. Podszedł do niej - łazienka wolna kochanie - cmoknął ją w czoło. Dziewczyna popędziła do łazienki i zamknęła drzwi oddychając szybko a chłopak śmiał sie na cały pokój widząc jej reakcje.
Maka weszła pod prysznic, tego jej brakowało. Wykonując już wszystkie czynności postanowiła, równie zakłopotać chłopaka, ubierając bieliznę i jego bluzkę wyszła z łazienki.
Poparzyła na niego, przełączał kanały w telewizji, spojrzał na nią i pilot wypadł mu z ręki, zarumienił się.
- Co jest Soul? Zrobiłeś się czerwony! - udała zmartwienie podchodząc do niego i kładąc rękę na czole - ale masz ciepłą głowę ! - powiedziała i zaśmiała się.
Nagle chłopak przygwoździł ją do łóżka.
-Doigrałaś się- powiedział z powagą i zaczął ją całować, jego ręka znalazła się pod jej bluzką na co Maka pisnęła ale nie odtrąciła go. Złapała za szyje i przycisnęła do siebie, pocałunkami zszedł na szyje robiąc malinki.
- Soul.. - sapnęła
Dziewczyna złapała jego włosy i pocałowała usta. Podniosła się siadając na jego kolanach, jego ręce masowały jej plecy i brzuch. Zaczęła całować i podgryzać jego szyje, chłopak westchnął, zaczął zdejmować jej bluzkę..



PUK,PUK,PUK 

Po pokoju rozległo się pukanie. Maka odskoczyła od chłopaka, ten się zaśmiał. Poprawiła bluzkę i udała się do drzwi, szybko zakładając spodenki od piżamy. W drzwiach stał Kid i bliźniaczki, stwierdzili ze posiedzą i pogadają, w momencie kiedy Kid kłócił się z Liz o telefon,  Soul przybliżył się do Maki i wyszeptał.
- Zawsze ktoś musi nam przeszkadzać, zauważyłaś ?
Dziewczyna zaczerwieniła się i odwróciła wzrok nie chcąc odpowiadać na pytania zaciekawionych przyjaciół.

+++

Kilka godzin później Kid wraz z bliźniaczkami pożegnali się i udali do wyjścia.

- Jutro o 22 idziemy na bal pamiętajcie!- krzyknął Death na pożegnanie i wyszedł.

Maka wpadła do łóżka, była strasznie śpiąca. Soul zamknął drzwi i udał się do dziewczyny, położył się. Młoda Albarn dała mu buzi na dobranoc po czym wtuliła w jego klatkę piersiową natychmiast zasypiając. Evans nie wiedział jak ma jej wyrazić swoje uczucia, chciał dla niej jak najlepiej, czy mógł być tym jedynym? Nie wiedział, miał plan który postanowił zrealizować po powrocie. Zaśmiał sie i wtulił w jej włosy również zasypiając.

+++

Pokój 326

- Jak te dzieci szybko dorastają co? - zapytał Stein.
- Oj tak, uwierz mi ona była taka mała.. Uczyłem ją chodzić, mówić, pisać.. Zawsze taka ambitna, najlepsza mistrzyni. Przewyższyła matkę, a teraz.. - zapłakał.
- Przestań, zobacz jaka jest szczęśliwa przy nim. Wzajemnie siebie napędzają, powinieneś się cieszyć.
- Cholernie się cieszę..  Ale ona w końcu odejdzie.. Wiesz nie będę miał swojej małej córeczki na co dzień.
- Zawsze będzie twoją małą córeczką, tylko teraz rzadziej będziesz ją widywał.
- Taa, może niedługo będę dziadkiem? Lata lecą Stein, a my nadal w formie.
- Z tym się zgodzę i proponuje wznieść toast za naszą młodzież! - stuknęli się piwami i zapalili papierosy. To był teraz czas tych młodych ludzi, którzy zaczęli tworzyć swoją historie.


______________________________________

Witam po dłuższej przerwie ! Mimo że mój blog nie jest specjalnie sławny postanowiłam nie zamykać tego co już zostało stworzone. Doprowadzę tą historię do końca ! 
Dziękuje za każde zajrzenie tu czy też komentarz :) 

Zachęcam także do zostawiania większej ilości komentarzy, żebym miała motywację oraz żebym wiedziała, że mam dla kogo pisać ! 

Pozdrawiam ! 

poniedziałek, 2 lutego 2015

Rozdział 9

Na wstępie mały komunikat. Wszystkie błędy i niedociągnięcia w pozostałych rozdziałach zostały poprawione! 
Zapraszam do czytania i komentowania. Jest to dla mnie wielka motywacja.


+++


Młody Pan Śmierci siedział w swoim gabinecie, analizując wszystko co się dotychczas stało. Pogoda uspokajała się , napady tak samo, niepokoiło go to. Jednak póki co miał plan, który postanowił teraz zrealizować. Wysyłać na misje kilka osób wraz ze sobą.
Punktualnie o 15 do sali weszła Kirino wraz z Soulem, przywitali sie i czekali. Po piętnastu minutach wpadł zdyszany Black Star za nim spokojnie kroczyła uśmiechnięta Tsubaki, przepraszając wszystkich za spóźnienie. Ostatnimi osobami, które się pojawiły byli Stein ze Spiritem.
- gdzie Maka ? - zapytał Kid.
- Przekazałem jej informacje, że dzisiaj zebranie. Możliwe, że się pojawi.
- Nie ma nawet na tyle godności żeby się pokazać? I to ma być najsilniejsza mistrzyni kosy? Żałosne. - fuknęła Kirino
Przyjaciele spojrzeli na nią, byli w szoku ze nagle z tej miłej dziewczyny zaczęło tworzyć się takie bydlę.
- Gdyby nie to, że jesteś kuzynką Kida już leżała byś z przecięta krtanią pod moimi nogami wiesz? - wyszeptała do przerażonej dziewczyny Maka. Pojawiła się znikąd, jednak nikt tez nie chciał jej powstrzymywać.
- Już jestem, możesz kontynuować Kid.-odeszła od dziewczyny i poszła w stronę Tsubaki.
- Tak więc, muszę się stawić na ważnym bankiecie u lorda Kanekiego. Jak wiecie do Kusohimy jest długa droga a zauważając to co się dzieje bezpieczniej będzię podróżować w grupie kilku osób.Także ze mną pójdą Maka i Spirit oraz Stein i Soul. Reszta w czasie mojej nieobecności ma pilnować spokoju, rozumiemy się? A i wyruszamy dzisiaj o 20.
- Dlaczego nie ja? Dlaczego mam tu zostać ?!  - krzyczała wściekła Death.
- Ponieważ zabili by cie z łatwością a Kid prawdopodobnie nie chce jeszcze twojej śmierci - zaśmiała się Albarn i razem z resztą wyszła z pomieszczenia.
Kirino została sama. W jej oczach gromadziły sie łzy, nienawidziła tych ludzi. Chciała tylko Soula, a jedyną jej przeszkoda była mała suka Albarn, którą trzeba wyeliminować. Zaśmiała sie do swoich mysli po czym wyszła z gabinetu śmierci.

+++

Przyjaciele wyszli na zewnątrz. Dziewczyny rozmawiały między sobą jakby nic się nie stało, śmiały się. Soul stał i parzył na uśmiech Maki, która nie wyglądała na zbytnio przybitą. Chciał z nią porozmawiać,wytłumaczyć ale nie potrafił.
- Zamęczysz sięstary - stwierdził Black Star - spierdoliłeś sprawę. Teraz albo to naprawisz albo oboje zapomnicie o tym co było i koniec.
- Naprawie to zobaczysz - odpowiedział po czym pożegnał się i poszedł w swoją stronę. Wrócił prosto do domu. Spojrzał na wnętrze, wszędzie porozwalane butelki i puszki po piwach. Jakieś foliówki i paczuszki po jedzeniu, które zamawiał albo kupował w knajpie. Dom był ruiną taką jak on. Westchnął i udał się do swojego pokoju, spakował potrzebne rzeczy i wszedł do kuchni. Wstawił wodę na kawę, odpalił papierosa i myślał, znów o tym samym o tamtym momencie. Był największym idiotą świata, to wiedział jednak póki co nie miał pojęcia jak przeprosić.

+++

Maka wpadła do domku, spakowała swoje rzeczy i bez słowa wybiegła nie mówiąc nic ojcu. Nie wiedział po co ani gdzie, wiedział że pewnie zobaczy ją dopiero wieczorem. Tak było ciągle,uciekała gdzieś i nawet nie mówiła gdzie. Martwił się ale wiedział,że jego córka jest rozsądną osobą. Teraz przynajmniej ma telefon i może do niej zadzwonić. Co by zrobił bez tej technologii, westchał.
Spakował się i postanowił przyszykować jakiś prowiant na drogę.Kto by pomyślał,że stanie się takim dobrym ojcem.Zaśmiał się i zajął się swoimi sprawami.

+++

Godzina 20, główna brama Death City

Kid razem z bliźniaczkami czekał na resztę. Pierwsi na miejscu byli Stein i Spirit, chwile po nich pojawiał się jak zwykle znudzony Soul. Minęło 15 minut a Maki nadal nie było.
- Zadzwonię do niej- powiedział Spirit i wyjął telefon wybierając numer do córki. Niestety nie zdążył tego zrobić, ponieważ jego córka właśnie wpadła pomiędzy nich waląc jakimś facetem o podłoże.
Wszyscy parzyli zaszokowani na poczynania dziewczyny, a ta jakby nigdy nic podniosła go i rzuciła za teren miasta
- Nie waż mi się tu więcej pokazywać, śmieciu - warknęła i odwróciła się do przyjaciół - przepraszam za spóźnienie to co idziemy ? - nie czekając  na odpowiedz ruszyła w kierunku bramy.
- Em, Maka co to było ? Kim był ten facet ? - zapytał po cichu Kid.
- Nikt ważny. Nie musisz się przejmować.
- Mogłabyś chociaż powiedzieć dlaczego rzucałaś nim po mieście? - zapytał Soul patrząc na nią. Dziewczyna zatrzymała się i spojrzała na niego.
- Ciebie to powinno najmniej obchodzić - warknęła i wznowiła wędrówkę.
Maszerowali już 6 godzin. Patty wraz z Liz płakały,ponieważ rozładowały im się telefony. Spirit marudził że chce spać, reszta nie odzywała sie. Po kolejnej godzinie Kid postanowił zrobić postój. Wszyscy odsapneli. Rozpalili ognisko, zjedli, porozmawiali chwile po czym każdy położył się spać.

+++


Pierwsza warte mieli Maka i Soul, mimo sprzeciwu Kid nie chciał tego słuchać tak miało być i koniec. Wściekła dziewczyna siedziała po jednej stronie obozu a chłopak po drugiej.
Nie chciała być zbyt blisko niego, nadal czuła ból. Nadal płakała nocami za nim. Tęskniła cholernie ale wiedziała,że nie może się złamać, musi być silna. Może nie było pisane nam bycie razem? Może ten nagły przypływ uczuć względem siebie był chwilowy? Może jest ktoś inny? Takie myśli krążyły w jej głowie,nie zauważyła kiedy łzy zaczęły spływać po jej policzkach. Płakała, robiło się jej zimno, czuła się taka mała w tym całym świecie taka bezbronna.
Chłopak słyszał jej cichy szloch. Postanowił z nią porozmawiać,lepszej okazji nie bedzie. Wstał, zdjął bluzę i zaczął po cichu podchodzić do dziewczyny. Narzucił bluzę na jej ramiona. Spojrzała zdziwiona na niego, szybko otarła łzy i odwróciła głowę.
- Przepraszam - usiadł obok niej - przepraszam, spierdoliłem wszystko, jestem kretynem. Byłem zły na ciebie kiedy ty potrzebowałaś mnie najbardziej, przysięgałem cie chronić a zostawiłem. Całowałem cię i przytulałem wyrażając co czuje, a po jednym incydencie po prostu cię zostawiłem jak ostatni skurwiel. Jestem żałosny. Nikt nigdy mi ciebie nie zastąpi. Kirino mnie denerwuje, nie potrafię z nią wytrzymać. Nie mogę być z nikim innym poza tobą. Bez ciebie nie ma mnie...-mówił i mówił a młoda Albarn patrzyła w jego czerwone oczy pełne łez, była w szoku. Mówił wszystko, przyznawał się do wszystkiego. Tylko czy powinna mu wybaczyć ? Jej żołądek  skręcił się,czuła jakby miała zaraz zemdleć była szczęśliwa a jednocześnie przerażona. Miała być twarda miała o nim zapomnieć ale jak mogła to zrobic kiedy on zasze był obok?
- Maka ja po prostu... - dziewczyna położyła palec na jego ustach. Pozwalając łzom spływać po twarzy,zaśmiała się
- Jesteś największym idiotą na świecie. Kretynem, debilem, denerwujesz mnie, mam ochotę cie zabić w niektórych momentach ale za bardzo mi na tobie zależy - rozkleiła się, płakała - jesteś idiotą Soul. Tak bardzo cię nienawidzę a mimo to, mimo to robię to co robię..
Zaczęła bić go w klatkę piersiowa, objął ją i słuchał jak go wyzywa. Była taka delikatna, bezbronna. Mimo to siła jaką w sobie miała potrafiła zniszczyć i odbudować wszystko. Uśmiechał się
 - Bez ciebie nie ma mnie - wyszeptał jej do ucha, uspokoiła się i objęła go.

Nagle usłyszeli oklaski, odwrócili się to nie był nikt inny jak Patty, Liz, Kid, Stein i Spirit.
- Nareszcie się pogodziliście! Już myślałam,że plan się nie uda - powiedziała Liz
- Jesteśmy genialni! - cieszyła się Patty.
- Czyli znowu będę mieszkał sam. Maka powinnaś się ustatkować - westchnął Spirit.
- Co rozumiesz przez ustatkować ?
- No wiesz, uważam że powinienem przygotować się do roli dziadka. W końcu moje wnuki powinny
pamiętać mnie pięknego,nie uważasz ? - nim się obejrzał padł jak długi powalony przez kamień rzucony przez jego zawstydzona córkę. Była cała czerwona, wzięła Soula za rękę i weszła do namiotu.
- Teraz twoja warta TATO! - krzyknęła i zasuneła namiot. Jakimś cudem były tu rzeczy Maki i Soula - Ukartowali to - była wściekła, spojrzała na chłopaka, ten się zaśmiał
- co jak co ale mamy cudownych przyjaciół - obije zaczęli się śmiać. Kiedy już się uspokoili postanowili się położyć.
- Odwracaj się Soul.
- Ale ja już cię widziałem w staniku - spojrzał na nią przenikliwym wzrokiem.
- To ja się odwrócę - warknęła i zdjęła koszulkę, szukając bluzki od piżamy.Poczuła na sobie ręce Soula.
 - co ty.. - nie zdążyła dokończyć zdania a już leżała pod chłopakiem - Soul - była cała czerwona
- Lubie jak się rumienisz - zaśmiał się. Pogłaskał ją po policzku i dał bluzkę. Odebrała ją i otworzyła szerzej oczy. To była ta bluzka,w której spała od kiedy wróciła, jego czarna bluzka. Założyła ją i położyła sie.
- Soul, śpisz ?
- Nie
Maka usiadła i spojrzała na białowłosego, położyła się na jego klatce piersiowej i podniosła głowę nad jego.
- Nigdy więcej już mi tego nie rób - szepnęła, po czym pocałowała go szybko i wtuliła się w jego klatkę, objął ją ramieniem
- Nigdy - szepnął i zasnął.

+++

Gdzieś w oddali 

Muszę ich pozabijać. To oni zranili tatę, to oni mu to zrobili. Tato, pamiętasz prawda? Ci chorzy skurwysyni ci to zrobili, prawda ? Death the Kid, ten gówniarz oraz cała jego rodzina. Zabije ich tato zobaczysz.
Młoda dziewczyna chodziła po rozwalonym pomieszczeniu. Stęchlizna unosiła się w powietrzu, ściany były rozwalone, farba odpadała, deski były powyrywane. A na środku tego wszystkiego siedziała dziewczyna w białej sukience. Miała fioletowe włosy i czarne oczy, pełne szaleństwa. Odprawiała rytułał, chciała usłyszeć swojego ojca. Przecięła skórę i czekała aż jej ojciec zabierze głos. Zemsta jest bliska, lamentowała do siebie.

+++

Poranek nastał szybko, przyjaciele czym prędzej ruszyli w stronę Kusoshimy. W drodze poza kilkoma wichurami nie działo się nic, wszystko było spokojne. Słońce wyszło zza chmur oświetlając twarz młodej Albarn, dziewczyna była zamyślona, w jej głowie roiło się od czarnych myśli.
Evans podszedł do towarzyszki.
- O czym tak myślisz ?
- O niczym ważnym - odparła z uśmiechem.
- Wiesz, kiedy wrócimy chciałbym ci coś powiedzieć i pokazać - powiedział dość spięty chłopak, co było dziwne. On nigdy niczym się nie denerwował.
Dziewczyna spojrzała na niego dziwnie
- o czym?
- zobaczysz - odparł i odwrócił się od niej, zmierzając w stronę Kida,który był z przodu.
Maka westchnęła i spojrzała na okolice, wszystko było w porządku, nikogo nie było w pobliżu a droga wydawała sie prosta. Jednak coś jej tu nie pasowało.

Nagle zza drzew wyskoczyła młoda dziewczyna, cała we krwi.
- Pomocy! Błagam! - krzyczała.
Ledwo utrzymywała się na nogach. Stein podbiegł do niej.
- Gonią mnie - szepnęła i straciła przytomność. Nagle zawiał porywisty wiatr a zza drzew wyłoniło się kilkunastu mężczyzn  ubranych w czarne maski.
Napastnicy zaczęli atakować, tworząc przy tym nieznane wszystkim znaki. Maka zamieniła Soula w kosę i ruszyła do ataku, powalając jednego za drugim. Stein wraz ze Spiritem rownież nie próżnowali. Po kilku chwilach wrogowie nie byli w stanie się ruszyć.
Młoda Albarn podeszła do jednego z nich chcąc ściągnąć jego maskę. Położyła rękę i zaczęła ją zdejmować. W tym momencie nastąpił ogromny wybuch, odrzuciło wszystkich.
- Kurwa byli żywymi bombami- warknął Stein.
- Wszyscy cali? - zapytał Kid.
Rozejrzał sie nie widział Maki i Soula, nagle w jego głowie pojawiła się przerażająca myśl
 - SOUL! MAKA! - krzyknął, nie dostał odpowiedzi.
Dym zaczął opadać a po przyjaciołach nie było ani śladu.
- Nie ma ich. Dziewczyna tez zniknęła, cholera to było zaplanowane!- krzyknął Kid.
- Nie martw się, znajdziemy ich- odparł nadzwyczaj spokojny Albarn - moja córka zawsze musi być pod moją kontrolą- zaśmiał się - idziemy,wiem gdzie się kierują. - nie czekając na zbędne pytania ruszył w poszukiwaniu towarzyszy a za nim reszta, musieli się spieszyć nie wiedzieli co może grozić Mace i Soulowi.

środa, 28 stycznia 2015

Rozdział 8

Witam!
Na wstępie chciałam podziękować za ponad 400 wejść i komentarze, które zaczęły się pojawiać. Mam nadzieję, że będzie ich coraz więcej!
Zachęcam was do wyrażania swojej opinii i najważniejsze konstruktywnej krytyki jeżeli będzie tu potrzebna. Jest to mój pierwszy blog także nie jestem mistrzynią w pisaniu ale się uczę i staram.
To tyle. Zapraszam na rozdział ! :)


______________________________________________________________________



+++


Kilka dni później. 

Młoda Albarn wraz z ojcem wychodziła ze szpitala, wracała do domu, wiedziała co się stało. Soul po tej sytuacji jej nie odwiedził.
 Otworzyła drzwi i weszła nikogo nie było, bez słowa udała się do swojego pokoju.
- Poczekam aż wróci Soul - powiedział Spirit.

Kilka godzin później. 

Soul wszedł do domu. Zdziwił się widząc Spirita w salonie.
- Co Ty tu robisz? - zapytał.
- Maka wyszła ze szpitala. Teraz śpi, zajmiesz się nią?
- Nie mogę mam patrole. Z reszta nie poradzi sobie sama? - burknął.
- Słucham? Leżała w szpitalu kilka miesięcy, a Ty chcesz żeby radziła sobie sama?! Jest twoją partnerką do cholery, mistrzynią! To ona zrobiła z Ciebie  kosę śmierci! - krzyczał zdenerwowany.
- Nie obchodzi mnie to. Dla mnie teraz jest potworem, z którym nie chce mieć nic wspólnego! - wykrzyczał białowłosy.
- Dobrze w takim razie jutro z samego rana zabiorę ją i jej rzeczy... - rzekł zrezygnowany mężczyzna.
- Nie tato, możemy to zrobić teraz - w drzwiach ledwo co stała Maka, oczy miała pełne łez, twarz była wręcz biała.
 - Nie ma powodu żebym zostawała tu dłużej. - dodała.
 Pan Albarn spojrzał na córkę, ta bez słowa zaczęła powoli kierować się w stronę swoich drzwi, chcąc spakować rzeczy.
- jesteś skurwysynem Soul. - warknął Spirit i poszedł za córką. Chłopak prychnął.
Młoda dziewczyna spakowała swoje rzeczy i podeszła do drzwi, - jako a korytarzu stał Soul a ojciec dziewczyny czekał za drzwiami.
- Jako mistrzyni kosy, zrywam nasze przyrzeczenie, od dziś nie jesteśmy partnerami.. - powiedziała ze łzami w oczach - Żegnaj Soul - rzuciła mu klucze pod nogi i wyszła.
Chłopak patrzył tępo w jej klucze i poczuł łzy spływające po jego policzkach. Uderzył w ścianę, po czym trzaskając drzwiami wszedł do swojego pokoju.


+++


2 MIESIĄCE PÓŹNIEJ


Soul i Maka omijali się szerokim łukiem. Młoda Albarn znów walczyła razem z ojcem a Soul walczył wraz z Kirino. Napady ustały, ludzie odżyli. Młody Pan śmieci postanowił zorganizować igrzyska, które będą zapowiadały nowy lepszy początek dla Death City a także wyłonią najlepszego mistrza ostrza.
W igrzyskach brali udział

  1. Mistrz : Kid the Death                   Broń : Patty i Liz Thompson
  2. Mistrz : Kirino the Death              Broń: Soul Eater Evans
  3. Mistrz : Ox Ford                            Broń : Harvar D. Éclair
  4. Mistrz : Black Star                         Broń : Tsubaki Nakatsukasa
  5. Mistrz : Kim Diehl                          Broń: Jacqueline O. Lantern Dupré
  6. Mistrz : Maka Albarn                     Broń: Spirit Albarn
  7. Mistrz : Hiro                                    Broń : Excalibur
  8. Mistrz : Franken Stein                    Broń: Marie Mjolnir


Walki odbywały się co tydzień. W pierwszej walce udział wzięli Black Star oraz Ox Ford. Star mimo wielu obrażeń wygrał z chłopakiem.
Następnym pojedynkiem był pojedynek Maki z Hiro, dziewczyna nie dawała chłopakowi nawet cienia szans, wyszła bez szwanku, pozostawiając poranionego chłopaka na środku areny, znikając. Nikt nie widział gdzie obecnie przebywa. Pojawiała się tylko w czasie igrzysk.
Kolejna walka Kim i Kid, chłopak przezwyciężył dziewczynę w dość szybki sposób.
Potem Kirino i  Stein dziewczyna mino wielu trudności wygrała z profesorem.
- Walki pół finałowe odbędą się między : Maką Albarn i Black Starem oraz Kidem the Death i Kirino the Death. - poinformował sędzia.
Jednak ani Black ani Kid nie pojawili się na arenie, co skutkowało walkowerem.
-Nadszedł czas na finałową walkę, która odbędzie się między: Maką Albarn a Kirino the Death - krzyknął prowadzący.
Wchodząc na arenę Maka uśmiechnęła się po czym przywołała kosę. Kirino zrobiła to samo. Walka się zaczęła. Zielonooka stała nie ruszyła się. Po prostu patrzyła. Kirino ruszyła na dziewczynę celując w brzuch. Ostrze zatrzymało się kilka milimetrów przed jej ciałem
 - Kurwa, Soul co ty robisz?!- warknęła Kirino.
Korzystając z jej rozkojarzenia maka odbija się od kosy przeciwnika i natarła z góry.
Dziewczyna wybroniła się. Młoda Albarn zaczęła nacierać, nie dawała szans na kontratak. Czarnowłosa była zmęczona, ledwo stała na nogach. W pewnym momencie młoda Albarn odrzuciła kosę przeciwniczki na koniec areny a swoją odstawiła za siebie. Podeszła do dziewczyny i wyszeptała.
 - Skończysz marnie, wiem wszystko. - złapała ją za gardło i rzuciła w stronę muru, siła rzutu była tak duża, że wytworzyła dziurę. Maka zamieniła swoją rękę na kosę i zaczęła iść w kierunku dziewczyny
 - Poddajesz się? - zapytała z uśmiechem
 - Nigdy! - wykrzyczała wściekła Death
 Młoda Albarn wbiła jej ostrze w udo ciągnąć ciecie aż do kostki
-Aaaa, ty suko! Żebyś zdechła! - wyła czarnowłosa.
-To nie ja dzisiaj zdechnę -  odpowiedziała z szatańskim uśmiechem.Złapała ją i przygwoździła do ziemi. Napawała się jej strachem. Chcąc wbić ostrze w jej gardło została zatrzymana przez inna kosę, to był Soul.  Spojrzała na niego obojętnie, wstała i czekała na werdykt, który był jednogłośny. Wygrała. Po tym znów zniknęła i nikt więcej jej nie widział. Do czasu.

+++


Soul nie chciał się przyznawać do błędu jaki popełnił. Po czasie zrozumiał, że to nie Maka się źle  zachowała. Ona się nie kontrolowała, Kirino zaś wbiła jej sztylet w brzuch będąc w pełni świadomą. Na szczęście chłopak nie musiał zamieszkać z czarnowłosą, nie wytrzymał by, nie mógł jej znieść. Mimo to była teraz jego mistrzynią. Chociaż nie, nie zgodził się na przysięgę także był wolną bronią. Wracał do domu, pustego domu. Zaczął nienawidzić tego co się teraz działo, zniszczył wszystko, odrzucił kobietę którą kocha. Upija się w samotności i pali jak smok. Wszystko było nie tak. Nie mógł dłużej, widział nienawiść w jej oczach, łzy kiedy odchodziła, w jakim była stanie, zostawił ją wtedy kiedy go potrzebowała najbardziej. Był wściekły ale takie było życie. Oczekiwał zmian, niestety one nie chciały nadejść. Rzucił piwem o ścianę i wyszedł z domu do Kida. Nie chciał tu być, nienawidził tego miejsca.


+++



Obrzeża Death City 


Młoda dziewczyna siedziała nad stawem patrząc na księżyc, w ręku miała odpalanego papierosa. Jej włosy były związane w luźnego koka a z oczu płynęły łzy. Tą dziewczyna była Maka Albarn. Ból jakim było rozstanie z Soulem, był nie do opisania. Płakała co wieczór, ćwiczyła żeby zapomnieć, zaczęła odczuwać nienawiść. Jednak ani razu nie straciła kontroli, ojciec był z nią cały czas. Gdyby nie to załamałaby się. Razem ze Steinem próbują znaleźć osobę, która jej to zrobiła.Młoda maka nadal nic nie pamięta, tamten wieczór to dla niej jedna wielka czarna dziura.
- Maka, Kid jutro wzywa nas. Będziemy musieli wyruszyć na jakaś ważna misje. - powiedział Spirit, podchodząc do pierworodnej.
- Sami? - zapytała nie spuszczając wzroku z księżyca
- Nie, kilkuosobowa drużyna. - odparł.
- Zobaczymy dobrze? Uważam, że niedługo powinniśmy wyjechać dalej tato. - ojciec pogłaskał ją po głowie - Nie martw się jeszcze będzie na to czas - powiedział i poszedł do domu. Maka myślała nad wszystkim co się wydarzyło dotychczas i jednogłośnie stwierdziła że jej życie to jedna wielka tragedia pomieszana z komedią. Nie chciała tego. Chciała wieść normalne życie z chłopakiem który jej już nie chciał. Musiała zapomnieć o tym co do niego czuła, żeby  móc wrócić do dawnej formy.

sobota, 24 stycznia 2015

Rozdział 7

+++

Jedyne co czułam to ogromny ból. Głowa mi pulsowała a ciało piekło, jednocześnie było mi zimno. Wszędzie była ciemność, nic nie widziałam, nie słyszałam. Aż ukazała mi się ona, moja zmora.
-Oj Maka, umierasz. Jednak pozbycie się czarnej krwi było słabą opcją prawda? Zostałam Ci tylko ja. - nie byłam w stanie nic powiedzieć, tylko jej się przyglądałam. Wyglądała łagodnie? To chyba dobre słowo, była inna.
- Jesteś problemem, ale jeżeli ty umrzesz to ja razem z tobą, a na to nie pozwolę. Żyj Maka - uśmiechnęła się i zniknęła.
Nagle zaczęłam czuć. Miękkie łóżko, na którym leżałam, słyszałam głosy innych, rozmawiali.
- To już 3 tydzień. Niestety ale nie prawdopodobieństwo wybudzenia jest bardzo małe -  to chyba głos lekarza.
- Mam gdzieś twoje statystyki! Ona się obudzi.
 Soul? Słyszałam go, mimo bólu starałam się otworzyć oczy. Słyszałam jak lekarz wyszedł a chłopak usiadł obok łóżka.
 - Nie reaguj tak agresywnie
 Tata? Jest tu. Ból nasilał się ale nie miałam zamiaru się poddać. Soul złapał moją rękę.
 - Nie możesz mi tego zrobić- czułam jego łzy. Zaczęłam krzyczeć lecz żaden dźwięk nie wydobył się z mojej krtani. Czułam się strasznie, słyszałam ich ale nie mogłam nic zrobić, w końcu udało się.
+++

Mloda Albarn uchyliła powieki. W sali było ciemno, nie widziała ojca lecz czuła  czyjaś obecność na łóżku. Spojrzała w prawa stronę. Soul spał na jej ręce. Zebrała siły jakie miała i położyła rękę na jego głowie, zaczęła go głaskać.
Chłopak podniósł głowę, nie mógł wyjść z szoku
- Maka.. - patrzył na jej uśmiechem.
 - Wróciłam Soul - chłopak nic nie mówiąc pocałował ją delikatnie
- Nigdy więcej mi tak nie rób. - patrzyli na siebie, ich szczęście było nie do opisana. Chłopak zadzwonił do przyjaciół i ojca dziewczyny, byli obecni po kilku minutach.
- Maka! - wykrzyczały załzawione dziewczyny i Spirit. Mężczyźni patrzyli z ulgą i uśmiechali się.
 - Nareszcie wróciłaś córeczko - łkał ojciec, tuląc swoje dziecko - Tak się o Ciebie bałem.
- Już dobrze tato, jestem tu.
Po godzinie rozmowy każdy udał się do domu. Przyjaciele nie powiedzieli jej o tym co się dzieje w mieście, nie chcieli jej denerwować.
Zostali sami. Soul patrzył na nią, nie odzywając się.
- Czemu mi się tak przyglądasz ? - zapytała spoglądając w jego oczy.
- Słyszałaś co do ciebie mówiłem? - ignorując jej pytanie zadał swoje.
- Tak troszeczkę - powiedziała zaczerwieniona.
- Myślałem, że cię stracę. Jesteś dla mnie bardzo ważna. Ja przepraszam. Gdybym nie wyszedł. Gdybym został i zachował się dojrzale. - łzy stanęły w jego oczach, nie potrafił być twardy w takiej sytuacji.
- To nie twoja wina, nie mówmy na razie o tym, dobrze? - złapała jego rękę - Jesteś moim partnerem, ufam ci - uśmiechnęła się.
- Wiem, doskonale o tym wiem. Mimo, że cię zawiodłem.
- Powiedziałam przestań. Wiem, że to dziwne ale jestem zmęczona może idź do domu? Wyśpij sie. Wyglądasz na zmęczonego.- rzeczywiście chłopak miał śnice pod oczami, nie było w nich ciepła. Włosy nie były w takim nieładzie jak zawsze a uśmiech nie był szczery.
- nie zostanę z Tobą, teraz już Cię nie zostawię- pocałował jej rękę.
Dziewczyna nie miała siły się kłócić. Zasnęła. Chłopak patrzył jak śpi, wiedział, że tym razem rano się obudzi.
+++

- Kim on mógł być - zastanawiał się Spirit i chodził po gabinecie Steina.
- Nie mam pojęcia, ale póki co cieszmy się, że Maka się obudziła i wszystko z nią w porządku. Gdyby chcieli ją odłączyć, wtedy pokazał bym im na czym polega prawdziwa nauka! - powiedział Stein
- Nie pozwoliłbym ci operować Maki, jesteś szurnięty.
- Soul przecież żyje, nie rozumiem o co ci chodzi. - powiedział oburzony profesor.
- O nic, cieszę się, że już jest okej. Tylko jestem ciekaw jaki jest jej stan psychiczny.
- Nie martw się będziemy mieli ją pod kontrolą - profesor uśmiechnął się dodając otuchy partnerowi.

+++

Młoda dziewczyna budziła się ze snu, powoli podniosła się do pozycji siedzącej. Rozejrzała się po sali, była sama. To co ją otaczało to białe zimne ściany i szpitalne urządzenia. Poczuła się samotna, zostawiona. W jej głowie zaczęły pojawiać się straszne scenariusze, widziała odchodzących przyjaciół. Soul znalazł partnerkę lepszą od niej. Ojciec wyjechał nie mówiąc czemu.. Myśli pędziły a ona nie wiedziała dlaczego widzi takie obrazy.  Łzy zaczęły spływać po jej policzkach, usłyszała dźwięk otwieranych drzwi. Otarła je szybko i spojrzała na osobę, która wchodziła do pomieszczenia
 - Witam. Nazywam się Tatsumi Keneri i od teraz będę twoim lekarzem - uśmiechnął się, był to dość młody doktor na oko miał 26 lat, miał czarne włosy i oczy. Jego postura była dosyć umięśniona, jednym słowem był przystojny - Więc jak się czujesz ?
- Umm... Dobrze, mam problemy ze wstawaniem ale to chyba normalne prawda?
- Tak, powiedz mi możesz ruszać nogami ?
- Tak, nie mam z tym problemu.
- Dobrze, w takim razie rehabilitacja nie będzie potrzebna. Jak twoje samopoczucie?
- Wydaje mi się, że dobrze.
- W takim razie nie będę ci już przeszkadzał. Za kilka dni prawdopodobnie będziesz mogła wrócić do domu, jeżeli ktoś będzie mógł się Tobą opiekować. - zaapelował i ruszył ku wyjściu.
- Dobrze.
Maka znów zatraciła się w swoim umyśle, była zagubiona. Nagle z twardej dziewczyny stała się bojaźliwa, kiedyś to uczucie było obce. Nie pamiętała kto ją zaatakował, nikt jej niczego nie wytłumaczył, była zła.
Do sali wszedł Spirit
- Jak się dzisiaj czujesz ? -zagadał i skupił uwagę na załzawionych oczach córki.
- Dobrze, tato powiedz mi kto to zrobił? - nie wiedząc czemu w jej oczach, znów zebrały się łzy.
- Nie wiemy Maka, ale znajdziemy go. Hej nie płacz, już wszystko dobrze - ojciec usiadł i spoglądał z niepokojem.
- Boje się tato, na prawdę się boje - powiedziała i objęła go, łkając. Skąd ten wybuch płaczu? Zrozpaczenia? Nie można było zrozumieć jej zachowania. Była impulsywna, gubiła się, to nie było zachowanie Maki.  Ojciec przytulił córkę i nic nie mówił, jednak w jego głowie zaczęły układać się ciemne scenariusze, nigdy się tak nie zachowywała.
Po chwili doszła do siebie, zaczęli rozmawiać o wszystkim i o niczym. W końcu Pan Albarn musiał wyjść do profesora. Dziewczyna pożegnała go i postanowiła się położyć. Leżała i parzyła w sufit, nie rozumiała nic, była sama. Znów łzy zaczęły spływać po jej bladych policzkach, zasnęła.
Usłyszała głos, otworzyła oczy i ujrzała bliźniaczki Thopmson.
- No nareszcie Maka! Ile można spać ? - zagadała Liz z uśmiechem.
- Która godzina? - zapytała, przecierając zaspane oczy.
- Już po 19, przyniosłyśmy ci gazetki, najfajniejsze części ci zaznaczyłam - puściła oczko do jasnowłosej - a i masz tu coś do jedzenia, wiem że szpitalne żarcie jest słabe. Sama to przeżywałam, jak się czujesz?
- Nie jest źle, podobno za kilka dni mam wyjść do domu. Liz, powiedz mi był tu dzisiaj Soul?
- Em, widzisz Soul wyszedł rano bo Kid go wzywał w pewnej sprawie.- rzekła przyjaciółka rzucając siostrze zdenerwowane sporzenie.
- Bardzo ważnej sprawie!- wtrąciła Patty.
- Jaka to sprawa? - dopytała Albarn widząc ich dziwne zachowanie.
- Nie możemy ci powiedzieć. - odparły razem.
- Proszę was. - spojrzała na przyjaciółki błagalnym wzrokiem.
- Ech, nie moge! - krzyknęła Patty - Soul ma dostać nowego partnera na patrol bo ty nie jesteś aktualnie w stanie a sytuacja jest coraz gorsza ostat..... - Liz zatkała buzię Patty i spojrzała na nią z wściekłością.
- Starczy - warknęła starsza siostra- Już i tak za dużo powiedziałaś.
- Nowy partner, nowy partner... - szeptała do siebie patrząc w przestrzeń.
- Maka okej?- zapytała Liz łapiąc ją za ramiona.
- Tak. Wiecie co jestem zmęczona, położę się dobrze ? Dziękuje że przyszliście. - otrząsneła się i uśmiechnęła.
- Jasne, wpadniemy jutro dobra? - zapytała cicho Patty, krocząc w stronę drzwi.
- Dobrze, kocham was, pa - rzekła Maka i pomachała młodej Thompson.
- A my ciebie, pa - szepnęła Liz, dała dziewczynie buziaka w policzek i wyszła za Patty.

Młoda Albarn znowu zalała się łzami. Nowy partner, wykluczyli mnie z gry. Zacisnęła pięści na pościeli, była zła. Chciała stąd wyjść i się na czymś wyżyć , poczuła jak coś wbija się w jej żebra. To była ona Kiyo.
- Wróciłam Maka - wysyczała
Spojrzała na nią przerażona Nie miała siły do walki, zemdlała czując jak Kiyo opanowuje jej ciało.

 +++

Kid i Soul szli w stronę szpitala. Nie rozmawiali ze sobą,atmosfera była napięta z powodu zmiany partnera dla Soula. Nagle usłyszeli krzyki ze szpitala, spojrzeli na siebie i pobiegli. Wpadli na piętro, na którym leżała ich przyjaciółka, stanęli zaszokowani tym co zobaczyli.
Na środku holu stała Maka, była cała we krwi. Z jej oczu płynęła krew, płakała nią. Bełkotała do siebie, w ręce miała nóż a za nią leżały poranione pielęgniarki, były przytomne. Młoda dziewczyna spojrzała na nich i uśmiechnęła się.
 - Maka, uspokój się - powiedział Kid i zaczął się zbliżać razem z białowłosym w jej stronę.
 - Stójcie! Jeszcze krok a - w tym momencie przyłożyła nóż do szyi- będziecie szykować pogrzeb - stanęli.
- Kiyo, zostaw ją do cholery ! - warknął wściekły Soul. Dziewczyna spojrzała na niego z szyderczym uśmiechem.
- Przepuścicie mnie teraz - powiedziała i zaczęła się kierować w stronę schodów. Nagle za nią pojawił się Spirit, chcąc obezwładnić córkę. Ta wyminęła go, złapała za gardło i rzuciła o ścianę tworząc dziurę, Albarn zemdlał. Przed nią pojawił Stein chcąc obezwładnić ją falą duszy jednak ta znowu się obroniła i walnęła profesorem w podłogę. Mężczyźni byli zaszokowani, nie wiedzieli co zrobić. Dziewczyna znów zaczęła kierować się na schody, chłopcy udali się za nią.
Przed dziewczyną pojawiła się Kirino, bez słowa wbijając jej sztylet w brzuch. Albarn warknęła i skuliła się, po czym wypuściła nóż z reki. Kopnęła młodą Death, zaczęła się kierować w jej stronę, złapała za gardło i zaczęła walić jej głowa w posadzkę. Gdy tamta była nieprzytomna odwróciła się do reszty.
 - To wasza wina - warknęła. Wyjęła nóż i padła na posadzkę, spod jej ciała zaczęła wypływać krew. Było jej coraz więcej tworząc kałuże. Spirit ze Steinem zabrali ją na sale operacyjną. Stein operował dziewczynę, która miała wiele urazów wewnętrznych. Kid razem z Soulem zajęli się Kirino, dziewczyna nie była w najgorszym stanie.

+++

W szpitalu leżą dwie dziewczyny. Jedna w stanie krytycznym, druga w sytuacji nie zagrażającej  życiu.
Młoda Albarn oddychała płytko, przy niej był Stein i Spirit.
 - Za kilka dni zabieramy ją do domu, nie może tu zostać - powiedział Spirit i zmartwiony spoglądał na córkę.
- Dobrze, zapewnię lekarza że będę ją kontrolował i sprawdzał czy wszystko dobrze się goi - odrzekł profesor.
- Czemu miała atak. Co takiego się stało? Mówiła mi, że się boi ale przecież strach nie powodował tego - powiedział Spirit, łapiąc Makę za zabandażowaną rękę.
- Nie mam pojęcia, ale obiecuje ci, że następnym razem będziemy mogli jej pomóc bardziej, niż dziś. Chodź, musimy porozmawiać z lekarzami - rzekł Stein. Mężczyźni wstali i wyszli z pomieszczenia
W sali obok siedział Soul, patrzył na młodą pannę Death, czekając aż Kid wróci od lekarzy. Był wściekły na swoją towarzyszkę za to co zrobiła dziewczynie. Nie rozumiał jej nagłego ataku, nie chciał nawet do niej pójść, mimo że wiedział jaki jest jej stan.

+++

Czarnowłosa zaczęła powoli otwierać oczy, rozejrzała się. Była w szpitalu. Przypomniała sobie sytuacje z wczoraj i aż w niej zawrzało.
- Suka.. - wyszeptała Kirino i złapała za brzeg kołdry.
Do sali wszedł Kid razem z Soulem, spojrzeli na dziewczynę. Kid uśmiechnął się i od razu przytulił kuzynkę
- Obudziłaś się! Dobrze się czujesz? - pytał Kid patrząc na jej oblicze,
- Tak, tak jest okej - uśmiechnęła się promiennie i spojrzała na Soula. Chłopak widząc jej spojrzenie zaczął mówić.
- Przepraszam cię za to co zrobiła Maka nie była sobą. Chciałbym też obiecać ci owocną współpracę w związku z patrolami, dopóki moja partnerka nie będzie pełna sił. - powiedział na jednym wydechu.
- Jasne, rozumiem - uśmiechnęła się i zaczęła rozmowę z Kidem. Białowłosy wyszedł chwilę po swoim oświadczeniu.
Kirino zaśmiała się w duchu, teraz wszystko pójdzie tak jak ona chce.


środa, 21 stycznia 2015

Rozdział 6

+++

Pocałunki stawały się coraz bardziej gorące. Chłopak zaczął składać je na jej szyi, robiąc malinkę, jęknęła. Nagle ktoś wszedł do ich domu. Maka opanowała się i odsunęła Soula. Oparła swoje czoło o jego i uśmiechnęła się. Zeskoczyła z pralki i ubrała bluzkę, wyszła z łazienki i usłyszała.
 - Makuś! Kochanie nic Ci nie jest ?! - Spirit gadał jak nakręcony. Jego córka była dla niego całym światem, jednak był strasznie nadopiekuńczy.
 - Tato jest okej. Chcesz się czegoś napić ?
- Nie,  chciałem tylko zobaczyć jak się czujecie. Dzisiaj ja za Steinem pełnimy warte. Kid, Liz i Patty są w szpitalu, Tsubaki i Star wyszli dziś rano i wszystko z nimi w porządku. Z Kidem jest gorzej, ma wiele obrażeń wewnętrznych ale już dzisiaj wyszedł i kuruje się w domu. Nikt nie może do niego wejść, teraz zaczęli dbać o bezpieczeństwo. - powiedział na jednym wydechu - no nic uciekam, trzymajcie się!
- Pa! - krzyknęła dziewczyna i udała się do swojego pokoju. Przebrała się po czym poszła do salonu. Spojrzała na swojego pantera - chyba musimy porozmawiać.
-Taa..
 Dziewczyna usiadła i spojrzała na niego. Nie wiedziała od czego zacząć.
-Więc wydaje mi się, że nie powinniśmy już więcej pozwolić na to co się działo kilka dni pod rząd. Jesteśmy partnerami i..
 - I co z tego? - wszedł jej w słowo Soul.
- Nie możemy..
- Dlaczego? Nigdzie  nie ma zapisane, że takie związki nie mogą istnieć - zaczął się podnosić z kanapy.
 - Zrozum, nie mogę. Wiesz co się stało pomiędzy moimi rodzicami. Nie chce tego samego. - powiedziała i spojrzała na niego. Widział jej ból, ale jednocześnie nie chciał odpuścić. Klęknął przed nią.
 - Nie jestem jak twój ojciec Maka i będę walczył o Ciebie - podniósł się i wyszedł z mieszkania.
Została sama. Zaczęła łkać, chciała mieć go przy sobie jednocześnie obawiając się uczucia, które w sobie dusiła. Siedziała i myślała. Nie zauważyła kiedy zmorzył ją sen.

Zbudził ją dzwonek domofonu. Spojrzała na zegarek, który wskazywał 23. Pomyślała, że to Soul znowu zapomniał kluczy. Podeszła do drzwi i otworzyła je. Szok zagościł na jej twarzy, sparaliżowało ją. Patrzyła na osobę, która powinna nie żyć. Poczuła jak zostaje przebita, zawyła z bólu, to sen, sen tłumaczyła sobie. Cofnęła się w głąb domu, jednak on tu nadal był.
- Co teraz smarkulo? To Ja cię zabije - zaśmiał się złośliwie.
- Kishin, Ty nie żyjesz - wysapała i upadła na kolana.
- Widzisz jednak tu jestem. Z rozkoszą będę oglądać twój ból i strach. Niezwyciężona panna Albarn, chyba za dużo o tobie mówili, nic nie potrafisz. Śmiał się w głos, nagle zamilkł podszedł do dziewczyny i zaczął ją kopać. Skuliła się, nie miała siły na nic. Chciała tylko końca tego koszmaru. Jednak to była brutalna rzeczywistość.

+++

Białowłosy zapijał smutki w barze. Jego wyraz twarzy mówił wszystko, złość, rozpacz i gorycz. Nie chciał się kłócić z partnerką, chciał ją chronić. Być z nią cały czas. Rozumiał jej zawahanie, ale przecież nie jest jej ojcem. Nagle podeszła młoda dziewczyna. Soul spojrzał na nią spod byka .
- Czego chcesz ? - warknął. Nie miał ochoty na niczyje towarzystwo.
 - Mogę pozwolić ci zapomnieć - powiedziała i uśmiechnęła się.
Chłopak spojrzał na nią. Była to młoda kobieta o pełnych ustach, karmelowych oczach i rudych włosach. Jej ciało było wyrzeźbione jednocześnie delikatne.
- To co, zabawimy się ? - zapytała będąc minimetry od twarzy białowłosego.
- Odejdź- warknął, po czym rzucił pieniądze kelnerowi i wyszedł. Nie był jednym z tych, którzy kochają jedną a pieprzą się z inną. Szedł spokojnie w stronę domu, zastanawiając się co powiedzieć Mace. Jak ją przekonać.

Był blisko domu, wszedł po schodach. Drzwi były otwarte, zdziwiony, w razie ostrożności zmienił swoją rękę w kosę. Zobaczył krew, wszędzie była krew. Przerażony zaczął się rozglądać, zauważył ją. Bladą całą we krwi, ledwo oddychała.
- Boże... Maka.. - wyszeptał. Podbiegł do dziewczyny i wziął na ręce - Maka nie umieraj! Słyszysz! Wszystko będzie dobrze, zabiorę cie do szpitala- mówił biegnąc w stronę budynku ratunkowego
- So..ul prze..praszam - z ledwością powiedziała i zamknęła oczy.
- Nie umrzesz, do kurwy nędzy! -  krzyknął.

+++

Wpadł do szpitala. Lekarze zabrali dziewczynę na sale operacyjną. Stał wpatrzony w ścianę, nie czuł niczego, bał się cholernie. Ona była jego światem, dzięki niej chciał oddychać, nie mogła odejść, nie teraz. Osunął się na podłogę i schował twarz w dłoniach. Szloch wydobył się z jego krtani, błagał Boga i nawet Diabła o to by ona przeżyła.
+++

Nie wiem co tu robię, ale jest mi zimno. Czuje jak odpływam, czuje ciepło, chce płynąc w jego stronę. Wszystko jest takie jasne. Kim jestem? Co tu robię? Umarłam ? Ale jak? 

- Tracimy ją, szybko! Zatamuj krwawienie ! - krzyczał zdenerwowany lekarz.
 Co się dzieje? Myślałam. Mam operacje. Ale nic nie czuje. Słyszę czyjś płacz, ktoś mnie woła. Odwracam się w stronę zimna i widzę twarz chłopaka. Ma białe włosy a jego krwiste oczy są pełne łez, cierpi.
 - Maka wróć do mnie - łka.
Nagle wspomnienia uderzają we mnie. - Soul - staje na przeciw zimna. Nie mogę pozwolić sobie zginać tak łatwo. Zamykam oczy i...

+++
- Mamy ją! Zaszyjcie jej ranę. Pacjentka oddycha samodzielnie. Jesteś dzielna dziewczyno!
- Panie doktorze! Powiadomiliśmy rodzinę.
- Dobrze. Proszę mnie zaprowadzić do chłopaka, który ją tu przyniósł - powiedział doktor.
- Proszę za mną - odpowiedziała pielęgniarka. Udali się w stronę białowłosego.
- Chłopcze ? Wszystko w porządku? - dopytywał doktor.
- Moja dziewczyna, do kurwy nędzy umiera! Jak ma być w porządku ?! - warknął na lekarza i się podniósł.
- Posłuchaj mnie. Operacja przebiegła pomyślnie, ma od tygodnia do dwóch czas na obudzenie się.. Teraz wszystko zależy od niej.
Chłopak nie kontrolował się, złapał lekarza za kołnierz i przygwoździł do ściany.
- Jak to kurwa zależy od niej!!? Mieliście ją uratować!
 -Zrobiliśmy wszystko co w naszej mocy! Proszę mnie puścić! - chłopak zmienił swoją rękę w kosę.
- Posłuchaj mnie ! Jeżeli ona nie przeżyje to cię wypatroszę- jego oczy wyrażały chęć mordu.
 - Soul! - krzyknął Kid- puść go. - bez zbędnych słów chłopak odsunął się od lekarza, czekając aż przewiozą dziewczynę na sale.
Soul nie potrafił się uspokoić. Zacisnął pieści tak mocno, że jego knykcie zbielały. Black Star z Kidem postanowili go wyprowadzić na świeże powierzę.
- Po cholerę mnie tu przyprowadziliście? - warknął zły.
- Musisz się uspokoić chłopie. Chcesz żeby cię zamknęli za napad na lekarza?
- Mam to w dupie. Niech chociaż zrobią coś raz a dobrze.
- Soul, spokojnie. Wyjdzie z tego - rzekł z powagą Kid i spojrzał uważnie na przyjaciela.
- Ona jest całym moim światem - mruknął pod nosem.
- Co ? - zapytali jednocześnie.
- Ona jest kurwa całym moim światem. Nie potrafię bez niej normalnie funkcjonować. Jest dla mnie jak tlen. Kurwa mać jakbyście się czuli gdyby leżała tu Tsubaki,  Patty czy Liz ? Kurwa nie mogę sobie wybaczyć, że znowu mnie przy niej nie było. Jestem żałosny - chłopak zaczął walić pięściami w mur.
- Uspokój się do cholery ! - warknął Star ale Soul nie słuchał . Zachowywał się jak obłąkany.
 -Albo się uspokoisz albo nie wpuścimy cię do niej - powiedział Kid. Białowłosy zastygł w bezruchu.
- Dobrze. Już jest dobrze. Wracajmy do środka - wyminął chłopaków i poszedł w stronę sali. Na korytarzu stali Stein, bliźniaczki i Tsubaki. Wszyscy w ciszy. Soul skierował się w stronę pomieszczenia, w którym znajdowała się dziewczyna.
- Stój. Spirit u niej jest, daj mu chwile. - rzekł Stein. Chłopak usiadł na krześle i czekał.


+++

- Maka, musisz się obudzić wiesz o tym prawda? Jesteś moją mała córeczką, nie możesz odejść. - mówił ojciec do swojego jedynego dziecka - tak mocno cię kocham, jesteś silna wiem to. Nie wiem jak to się mogło stać ale jestem pewny, że ten sukinsyn zapłaci za to. - pogłaskał dziewczynę po głowie i patrzył na jej spokojną twarz. Miarka się przebrała nikt nie będzie krzywdził jego dziecka. Pocałował ją w czoło i wyszedł.
+++

Spojrzał na wszystkich a jego wzrok zatrzymał się na Soulu.

- Zawiodłem się na tobie. Jestem w stanie cię rozszarpać. Gdzieś ty kurwa był!? - mężczyźnie zaczęły puszczać nerwy - obiecałeś mi coś Soul. Stein idziemy znaleźć tego skurwiela.
- Idę z wami - powiedział Soul i wstał. Jego oczy wyrażały chęć mordu - nie daruje mu.
- Zostawiam ci pod opiekę moja córkę. Nie zawiedź mnie tym razem - Spirit położył rękę na jego ramieniu, po czym razem ze Steinem skierował się do wyjścia.
- Soul. Idź do niej, potrzebuje cię - rzekła cichutko Tsubaki - a my wracamy do domu. Zadzwoń do nas jeżeli coś się będzie działo, dobrze? Przyjdziemy rano.
 Chłopak pokiwał głowa na tak po czym bez słowa wszedł do sali.

+++

Powoli kierował się do łóżka, na którym leżała dziewczyna będąca całym jego światem. Jej twarz była blada, oddech spokojny. Przejechał palcami po jej policzku
 - tak bardzo cię kocham - wyszeptał, po czym usiadł i złapał jej lodowata rękę.Chciał chociaż w jakiś sposób pokazać jej, że tu jest, że nie jest sama. Zaczął opowiadać jej wszystkie wspólne chwile, nawet wyznał, w którym momencie ją pokochał samemu nie zdając sobie z tego sprawy. Dopiero teraz widział, że jeżeli ona zniknie to on to zrobi razem z nią. Przytulił się do jej dłoni po czym zasnął. Trwał przy niej nie pozwalając na to by musiała sama trwać w zimnym szpitalnym pokoju.

+++

Minął tydzień, stan Maki był stabilny. Wszystkie wyniki były dobre jednak nadal się nie obudziła. Nadzieja zaczęła ulatywać. Spirit razem z Soulem siedzieli przy niej noce i dnie, przyjaciele wyprowadzali ich nieraz siła. Niestety osoba, która wyrządziła krzywdę dziewczynie nie została odnaleziona. Za to ataki się nasiliły, na zmianę działają Kid i bliźniaczki oraz Black Star z Tsubaki, kilka razy nawet Stein ze Spiritem. Niestety sytuacja stawała się coraz gorsza.

W białej sali szpitalnej, słychać było tylko pikanie urządzeń podtrzymujących życie i oddechy dwóch osób. Młoda dziewczyna spała od dłuższego czasu, chłopak oparty o łóżko zaczął się budzić. Spojrzał na nią.
- Maka, znowu się nie obudziłaś. Czekam tu na ciebie cały czas - ścisnął jej rękę. Jego kondycja psychiczna upadała. Nie był w stanie normalnie funkcjonować, spał przy niej, jadł przy niej jedynie wychodził do łazienki i na papierosa.
 - minęło już 9 dni wiesz ? Tęsknimy. - łzy stanęły mu w oczach, otarł je, musiał być silny dla niej.
Wstał żeby rozprostować kości, do sali weszła Tsubaki
- Możesz wyjść na papierosa- powiedziała i słabo się uśmiechnęła - ja się nią zajmę, nie martw się tak- dodała mu otuchy.
Bez słowa opuścił pomieszczenie. Wyszedł przed szpital i odpalił papierosa. Myślał, kto i dlaczego to zrobił. Był na siebie wściekły, nie było go przy niej. Zagryzł wargę i zaczął obserwować unoszący się dym. Wspominał ich pierwszego wspólnego papierosa, uśmiechnął się pod nosem.

+++

- Maka, czekamy wiesz to prawda? Soul jest tu cały czas tak samo jak twój tata. Dużo się zmieniło przez te kilkanaście dni. Tęsknimy, chce ci tyle powiedzieć- łzy stanęły jej w oczach - jesteś silna wiem to! Liz i Patty były rano prawda? Mam nadzieje, że cię nie zamęczyły- zaśmiała się cichutko - kochamy cię Maka, musisz dla nas wygrać tę ciężką walkę. - powiedziała i patrzyła na spokojną twarz przyjaciółki.
Wiedziała że się obudzi.
Była tego pewna.

poniedziałek, 19 stycznia 2015

Rozdział 5

+++

Gdzie ja jestem? Co się dzieje ? Czemu tu jest tak ciemno..
- Halo! Jest tu kto ?
 - Jestem z Tobą  Maka.
Odwróciłam się
- Soul! Co się tu dzieje ?? Powiedz mi o co chodzi.
 - Widzisz Maka, muszę cię zabić - złowrogi uśmiech pojawił się na jego twarzy po czym zaczął mnie atakować.
- Soul! Co Ty wyrabiasz?!
- Muszę cię zabić jesteś zagrożeniem - krzyczał.
 - Nie, nie błagam.. - zaczęłam uciekać w ciemność. Bałam się nie mogłam go skrzywdzić gdzie podziała się moja odwaga ? Stałam się taka miękka, upadłam. Wszystko mnie bolało, nie wiem gdzie byłam ani po co. Jedyne czego byłam pewna to na pewno nie był Soul. - nie jesteś Soulem- warknęłam.
- Masz racje co nie zmienia faktu, że cię zabije! - postać zaczęła się zmieniać nie widziałam już Soula, teraz była to Kiyo jej czerwone oczy płonęły żądzą mordu a twarz wykrzywiła się w obsesyjnym uśmiechu.
 - Chodź Maka, pobawimy się - wyjęła sztylet i zaczęła nim machać.
Ruszyłam do ucieczki, co tu się do cholery dzieje. Złapała mnie, była tuż nade mną wbiła mi szpony w żebra i czekała na krzyk. Złamałam się krzyczałam, bolało jak cholera, złapała sztylet i wycelowała nim w moje oczy. Zamachnęła się i...
- Maka. Obudź się do cholery
- Co ? Soul ? Jezu, to był sen jak dobrze . - zapłakałam i przytuliłam się do zaszokowanego chłopaka. - Ona chciała mnie zabić, boje się. Nie chce spać Soul. Nie mogę ona mnie zabije - łkałam.
 - Uspokój się! Jestem tu. Nic ci się nie stanie.
- Co chcesz przez to powiedzieć ?- zapytałam zaszokowana.
 - Proste będę z Tobą spał - odpowiedział, jakby była to najnormalniejsza rzecz na świecie.
- Ze mną ? -zrobiłam się czerwona - dobrze tylko bez żadnych podejrzanych ruchów bo zabije. Rozumiesz? - zapytałam z miną mordercy, on potulnie pokiwał głową na tak. Położyłam się, czułam że robię się coraz bardziej czerwona...
- Chodź tu - powiedział i przytulił mnie do siebie. Był taki ciepły, umięśniony. Czułam się bezpiecznie. Po chwili zasnęłam.

+++

Zasnęła szybko, jednak to co było wcześniej. Nigdy czegoś takiego nie widziałem, jej twarz wykrzywiona w bólu. Łzy. Krzyk. Co mogło jej się przyśnić, objąłem ją mocniej, oddychała spokojnie chyba wszystko było w porządku, po dłuższym czasie sam zasnąłem z pewnością, że jest bezpieczna.

+++

Noc nie była bezpieczna, kiedy nad Death City pojawiły się chmury, które przyniosły ulewę. Deszcz padał  całą noc a nad ranem rozpoczęła się burza.
Ktoś zapukał do drzwi, ale ani Maka ani Soul nie mieli ochoty wstać, spali. Po chwili dało się usłyszeć dźwięk otwieranych drzwi, ktoś wszedł do domu. Zaczął się kierować do pokoju Maki. Otworzył drzwi i..
- MAKA DO CHOLERY JASNEJ CO TY Z NIM ROBISZ?! - krzyknął rozhisteryzowany Spirit
- Uspokój się - ogarnął go Stein - jak wstaną będą się tłumaczyć - zaśmiał się złowrogo.
Maka otworzyła oczy i albo miała omamy albo słyszała swojego ojca. Poczuła, że leży na czymś ciepłym, tym czymś a raczej kimś był Soul.
 - Co ja.. - nie dokończyła bo Soul otworzył oczy. Sytuacja była co najmniej dwuznaczna. Młoda dziewczyna leżała półnaga na równie półnagim chłopaku i jeszcze się do niego tuliła. Bez zbędnych słów  i wstydliwych spojrzeń wstali i udali się do kuchni, żeby zrobić śniadanie. Jakie było ich zdziwienie kiedy w kuchni zobaczyli lamentującego ojca Maki, który powtarzał "Nie chce być dziadkiem " i Stein, który podśmiewał się pod nosem.
- Jakim dziadkiem ?- warknęła Maka - O czym Ty bredzisz ?
- Wyobraź sobie, że nie codziennie widzi się swoje dziecko w takiej sytuacji! Co by matka na to powiedziała ?! Ona mnie zabije, zabezpieczyliście się  chociaż ?! - pytał Spirit a Stein płakał ze śmiechu.
- Staruszku to nie tak jak myślisz- powiedział Soul.
- Do cholery jasnej! Po pierwsze kto pozwolił ci tu wejść ?! Po drugie nie spaliśmy ze sobą w ten sposób o jakim ty myślisz ! - warknęła zła dziewczyna - nie wiem za kogo mnie masz ale to przesada, wyjdź stad i nie pokazuj mi się na oczy - wykrzyczała i pobiegła do swojego pokoju.
- No pięknie, teraz będę musiał ją uspokajać. Jakie to męczące - jęczał Soul.

Nagle atmosfera zrobiła się gęsta, Stein przestał się śmiać a Spirit w mgnieniu oka pojawił się przy Soulu, przykładając mu kosę do szyi.
 - Posłuchaj, nie radzę ci jej skrzywdzić bo za wiele po tobie nie zostanie - syknął.
- Staruszku chyba mnie nie doceniasz - powiedział spokojnie po czym obezwładnił czerwonowłosego - ja też się zmieniłem i nigdy jej nie skrzywdzę. - powiedział chłopak po czym puścił ojca Maki - co was sprowadza ? - zapytał.
- Pamiętaj, że dzisiaj wy macie patrol, uważajcie na siebie. W sumie tyle, miło było cześć ! - powiedział Stein. Po czym zabrał Spirita i wyszedł.

+++

-Boże co za poranek. Maka wyszli już ! - krzyknąłem. - Maka? - zapukałem do jej drzwi. Nie odezwała się. Pociągnąłem za klamkę -Maka otwórz drzwi albo je wywarze. Masz 3 sekundy - zacząłem odliczać - 1....2 ... Nie żartuje ... 3 - walnąłem w drzwi. Padły na ziemie, a dziewczyny nigdzie nie było.- Cholera jasna. -pobiegłem do swojego pokoju się ubrać i znaleźć Makę. Mogła się aż tak wkurzyć.. Żeby stracić kontrole ? Nie niemożliwe. Odpędziłem od siebie złe myśli, wsiadłem na motor i zacząłem jej szukać.

+++

Cholera, tato czemu musisz być takim idiotą. Myślałam gorączkowo. Owszem sytuacja wyglądała dwuznacznie ale żeby od razu wyskakiwać z czymś takim. Muszę się uspokoić, nie mogę pozwolić na utratę kontroli. Spokojnie oddychać. Usłyszałam motor - Soul- szepnęłam z uśmiechem. Czekałam aż podejdzie. Czeka nas ciężka rozmowa.

+++

- Tu jesteś! Szukałem Cię. Nie możesz od tak sobie uciekać nic mi nie mówiąc. Chcesz żebym na zawał padł czy jak? Z kobietami są same problemy..
- Soul. Zamknij się,dobrze? Chce Ci powiedzieć co mi się stało. Dlaczego to się dzieje. Powiem ci co pamiętam, co czułam. Usiądź.
Chłopak usiadł bez słowa i wpatrywał się w mistrzynie. Wiedział, że dla niej to na prawdę ciężka sprawa. Jednocześnie cieszył się, że w końcu zrozumie co się dzieje.


Byłam w ciemnym pokoju słyszałam płacz i krzyk innych ludzi. Nie wiem co oni tam robili. Głowa pulsowała mi niemiłosiernie, pojawił się on. Kishin.
- Panna Albarn się obudziła. Cóż za cudowna niespodzianka. Jak ci się żyje, co? Pewnie myślisz, że mnie zabiłaś, mylisz się smarkulo, przez ciebie wszystko przepadło! Będziesz cierpiała!
Bił mnie, kopał, wyjął nóż i przecinał moje ciało jak papier. Płakałam, błagałam ale to nic nie dało. Byłam za słaba. Potem nie pamiętam nic, tylko krzyk, krew, czerń i ból. Potem obudziłam się w szpitalu. Powiedzieliście mi, że wygrałam z Kishinem, że już jest dobrze ale ja czułam jego wzrok
Łza spłynęła po moim policzku, wytarłam ją
 - Po tym wszystkim tylko się kłóciliśmy Soul. Ja.. Załamałam się psychicznie, Stein postanowił żebym wyruszyła z ojcem na trening, ponieważ tutaj za bardzo wszystko mnie raniło. Nie potrafiłam sobie ze sobą poradzić, odeszłam, tęskniłam ale nauczyłam się być twarda. Pewnego razu pokłóciłam się z ojcem. Wyprowadził  mnie z równowagi, wtedy po raz pierwszy pojawiła się Kiyo. Była przerażająca. Oczy czerwone rządne krwi, zęby ostre jak brzytwy, sadystyczny uśmiech, czarne włosy, które wiły się niczym rój węży i jej ręce a raczej szpony, które za każdym razem coraz głębiej wbijały się w moje żebra. Coraz mocniej aż w końcu poddałam się jej. Ojciec ledwo uszedł z życiem, ja jestem niebezpieczna Soul powinnam odejść...

- Zamknij się- warknął - zamknij się do cholery Maka! Dlaczego ?! Dlaczego mi nie powiedziałaś, że cię ranie?! Że jest z Tobą kiepsko ?! On cie krzywdził na moich oczach, a ja nic nie potrafiłem zrobić. Z nią było to samo, kurwa. Dlaczego nie potrafię cie ochronić - warknął wściekły, był zdruzgotany tym co usłyszał.
- Soul. Co Ty, przecież to nie twoja wina. Ja.. Dzięki Tobie nie miałam ataku w kuchni! Dzięki Tobie potrafię się uśmiechać! Nie jesteś żałosny, ratujesz mnie każdego dnia - powiedziałam - spójrz na mnie - zero reakcji. Złapałam jego twarz w dłonie. Patrzył na mnie smutnym wzrokiem. Oparłam swoje czoło o jego .
- Jesteś jedynym, który potrafi mnie powstrzymać Soul. Ratujesz mnie każdego dnia. - złapał za moje ręce, po czym pocałował mnie w czoło i przytulił.
- Jeżeli kiedykolwiek będziesz miała zły sen, będziesz tracić kontrole albo będziesz po prostu zła powiedz mi to. Dobrze?
- Dobrze wracajmy do domu, dzisiaj mamy obchód - odparłam,

 Białowłosy wstał i bez słowa zaczął mnie ciągnąć w stronę motoru, wsiedliśmy, przytuliłam się do jego pleców. Teraz będzie tylko lepiej prawda? uśmiechnęłam się  do swoich myśli i rozkoszowałam się jego zapachem.

+++

Dojechali. Młoda Albarn weszła do domu z uśmiechem, zdjęła buty i stanęła.
- Soul - warknęła - co do cholery zrobiłeś z moimi drzwiami, kretynie!
- No bo nie chciałaś otworzyć a ja się martwiłem i jakoś tak wiesz - tłumaczył się z błagalnym wzrokiem który mówił nie zabijaj.
- Przecież mamy te same klucze do drzwi nie mogłeś ich po prostu otworzyć?! Wstaw je. Ja idę zrobić coś do jedzenia - fuknęła zła i wyszła.
- Co ja mam z ta kobieta- szepnął do siebie.
- Słyszałam - warknęła - do roboty!
Chcąc nie chcąc chłopak zaczął naprawiać drzwi. Maka postanowiła zrobić spagetti. O dziwo wszystkie składniki znajdowały się w lodówce, po godzinie obiad był gotowy.
- Skończyłeś już ?
- Taaa. To było takie męczące. O jedzenie ! - rzucił się na spagetti i wchłaniał je z prędkością światła.

Maka zaśmiała się i usiadła na przeciwko, jedząc powoli. Po skończonym posiłku, Soul pozmywał a jasnowłosa poszła się odświeżyć. Po wykonanych czynnościach, każdy zajął się sobą. Maka czytała książkę a Soul oglądał coś w telewizji. Zachowywali się jak normalni ludzie, bez problemów, bez żadnych specjalnych zdolności. Byli po prostu ludźmi, którzy spędzali wspólnie czas, normalność coś czego im brakowało od dawna.
Nim się obejrzeli wybiła 19. Maka postanowiła zrobić coś do jedzenia a Soul poszedł się odświeżyć. Maka postanowiła ubrać na zwiad coś wygodnego. Wybrała czarne rurki, do tego bokserkę również czarna i skórę a do wszystkiego trampki. Soul ubrał się jak zawsze jeansy, czarna koszulka, bluza, opaska i trampki. Wyszli na ulice Death City. Było cicho. Pogoda nie wariowała, można było poczuć się jak na romantycznym spacerze, ale widzieli, że za rogiem może czaić się zło, które bez problemu może ich zranić tak jak Liz.
- Maka, myślisz że będzie spokojnie?
-Mam nadzieje. Nie za bardzo wychodzi nam synchronizacja. Obawiam się trochę. - rzekła niepewnie
- Nie martw się, wszystko będzie dobrze- odparł z uśmiechem
Chodzili już dobre 3 godziny a miasto było ciche i psute. Nawet pogoda nie sprawiała problemów. Cisza przed burza, czy może dziś nikt nie planuje atakować miasta?

Nagle ziemia zaczęła się trząść.
- Cholera, co jest? - krzyknęła Maka.Spojrzała w stronę Schinbusen, cały budynek był we mgle
- Soul, szybko! - krzyknęła. Chłopak przytaknął i zaczęli biec w stronę szkoły jak i biura Pana śmierci.
Dotarli na miejsce, byli już tam Black Star i Tsubaki.
- Widzieliście co to było? - zapytała Maka.
- Nie, dopiero przybiegliśmy. Z tego co wiem Kid jest w środku - odparł Black.
- Cholera. Soul idziemy. - wyciągnęła rękę do chłopaka
- Teraz albo nigdy - zaśmiał się. Złapał jej rękę i zaczął się zmieniać w kosę. Dziewczyna ruszyła w stronę gabinetu śmierci, za nią Black Star z Tsubaki zmienioną w ostrze.

Biegli przez zrujnowane korytarze.
Usłyszeli krzyk. Przerażający krzyk. To był Kid.
Nie myśląc wiele ruszyli dalej. To co zobaczyli, było przerażające. Krew ciekła po kafelkach gabinetu śmieci. Była to krew Kida i bliźniaczek, nad nimi stał człowiek, który z chorą satysfakcją zaczął wbijać miecz coraz głębiej w ramie Kida. Chłopak nie mógł nic zrobić. Mężczyzna miał czarny płaszcz a jego twarz zasłaniała maska ukazująca kruka. Przyjaciele ruszyli na przeciwnika. Maka zaatakowała od góry, Star od tyłu. Jednak ten bez problemu odbił oboje w przeciwne strony. Star wstał i znowu ruszył na przeciwnika, uderzając go falą duszy. Jednak na nim to nie robiło żadnego wrażenia, zaśmiał się po czym wbił szpony w brzuch chłopaka. Star wydał z siebie wściekłe warknięcie. Przeciwnik odrzucił go na kolejną ścianę, chłopak ledwo stał. Maka ruszyła.
- Uważaj jest silny - powiedział Soul.
- Wiem. - odparła dziewczyna.
Uderzyła od góry. Nic to nie dawało, atakowała z każdej strony, a on stał i śmiał się. Dla niego była to zabawa. Dziewczyna skupiła się i aktywowała łowcę wiedźm, jedną ze swoich najsilniejszych technik. Uderzyła w niego, runął na ścianę. Była zmęczona. Myślała, że to koniec, jednak ten bez problemu wstał. Jego maska pękła w pół ukazując ohydne oblicze. Ten mężczyzna zamiast oczu, miał dziury, jakby zostały one wypalone. Długie kły wystawały z jego ust a cała twarz była pokryta bliznami. Ruszył wściekły na dziewczynę. Zablokowała atak kosą, niestety był zbyt silny. Odrzuciło ją, wstała. Przeciwnik już do niej biegł, odskoczyła po czym kontratakowała,

Znowu wpadła na ścianę, była cała poobijana nie miała siły wstać, Soul ledwo utrzymywał się w postaci kosy. Kimkolwiek on był, wiedzieli jedno jego siła przewyższała ich. Podszedł do młodej Albarn, chwytając ją za gardło. Zaczął ją dusić, dziewczyna nie miała siły walczyć, mdlała. Nagle ręka kata została przecięta w pól.
 - Nigdy nie waż się dotknąć mojej mistrzyni! -warknął  po czym zmienił swoją kosę w rękę i kopnął przeciwnika. Soul stanął przed Maką. - nie pozwolę ci jej tknąć- powiedział.
 Kruk uśmiechnął się szaleńczo nie robiło na nim wrażenia to,że właśnie stracił rękę. Był zafascynowany tym co zobaczył, spojrzał na białowłosego po czym powiedział.
- Sam do mnie przyjdziesz chłopcze - i zniknął.
 Maka zemdlała. Do gabinetu wpadli żołnierze, zabrali Kida, bliźniaczki, Stara i Tsubaki do szpitala. Soul wziął Make na ręce i zaczął nieść do domu.

+++

Gdy dotarł, przemył dziewczynie powierzchowne rany i sam padł obok niej na łóżku. Nie miał siły, jego rany nie były głębokie ale piekły niemiłosiernie.

+++

Rano dziewczyna poczuła na sobie ciężar. Spuściła głowie i zobaczyła burze białych włosów
-Soul - szepnęła, wszystko ją bolało. Chłopak otworzył oczy, i podniósł się na rękach.
 - Dobrze się czujesz ?
 - Tak - szepnęła zawstydzona Miała straszna ochotę na...
- Martwiłem się. Bałem się o ciebie, cholera musimy poćwiczyć, muszę cie chronić i... - położyła mu palec na ustach.
 - Ciii uratowałeś mnie, znowu - podniosła się na łokciach.
 - Dziękuje-pocałowała go delikatnie i nieśmiało. Chłopak był w szoku ale odwzajemnił pieszczotę. Czuł jak gorąco opanowuje jego ciało, przycisnął się do niej, dziewczyna przerwała.
 - Chodź, przemyjemy twoje rany- powiedziała zawstydzona.
 Wstali i udali się do łazienki. Dziewczyna wyjęła apteczkę.
- Zdejmij koszulkę i się odwróć - powiedziała.
Chłopak rozebrał się. Zaczęła oczyszczać jego rany, nawet nie syknął mimo, że paliło cholernie,
 -odwróć się do mnie.


+++

Przejechałam ręka po szramie, która została po tym jak mnie chronił. Pamiętam co się wtedy działo. Zaczęłam dezynfekować rany na jego ciele przy okazji podziwiając wyrzeźbioną klatkę. Był dla mnie ideałem. Pocałowałam go. Nie powinnam tego robić. Gdy oczyściłam wszystkie rany chciałam wyjść ale Soul złapał mnie za rękę.
- Teraz twoja kolej - powiedział i posadził mnie na pralce. Zrobiłam się cała czerwona.
- Co ty wyprawiasz ?
- Chce ci oczyścić rany, zdejmij bluzkę - powiedział najspokojniej w świecie.
- Chyba cie pogięło! - byłam zażenowała tą sytuacją.
- Sam cie rozbiorę - zagroził.
- Jeny.. Dobrze. - dopiero teraz zauważyłam, że moja bluzka była cała we krwi. Zdjęłam ją. Miałam ranę na brzuchu, dość dużą.
 - To nie wygląda ciekawie - powiedział Soul ze smutkiem w oczach
- To nic, naprawdę.
Bez zbędnego gadania zaczął oczyszczać moje rany. Byłam strasznie zawstydzona, tą sytuacja była  co najmniej dwuznaczna.
 Zabandażował mi brzuch. Spojrzałam w jego oczy, był nieobecny- Soul? - nagle poczuła, jak mnie obejmuje i przyciska swoje usta do moich. Zaszokowana nie widziałam co robić.
Całowaliśmy się namiętnie. Robiło się gorąco. Złapałam go za szyje i zaczęłam oddawać pocałunki z równą pasją.







---------------------------------------------------------------
Oto kolejny rozdział !
Dziękuję za 200 wejść na bloga a także za każdy komentarz!
Jest to wielka motywacja do dalszej pracy :)
Do następnego !
Nataly .~